Nie chce przepraszać

Ostatnio czytałam książkę „Akcja adaptacja” autorstwa Agnieszki Stein. O czym jest książka możecie się dowiedzieć TUTAJ. To jednak nie miejsce na opowiadanie o niej, choć jest tam wiele zdań, które mocno do mnie trafiły lub mną wstrząsnęły, albo potwierdziły to, co wiedziałam od dawna.
Jedno z tych ważnych zdań jednak skłoniło mnie do przemyśleń i chciałam się nim z wami podzielić:

Nie chce przepraszać

Jak twierdzi Agnieszka Stein: Dziecko nie chce przepraszać z kilku powodów. Jeden uważam za najważniejszy.

„Myślę też, że w rozmowach o przepraszaniu zasadne jest pytanie o to czy dorośli przepraszają dzieci.”

Czy dziecko słyszy słowo przepraszam?

Czy przepraszasz dziecko, kiedy niechcący pociągniesz je za włosy?

Czy przepraszasz dziecko za to, że wybierasz tylko „bezpieczne” zabawy – takie, w których się nie pobrudzi i nie będziesz musiał sprzątać?

Czy przepraszasz dziecko, że nie wiesz za wiele o jego rozwoju, jego kryzysach i nie chce Ci się tego dowiedzieć?

Czy przepraszasz dziecko za to, że bardzo Ci się spieszy i nie masz czasu go wysłuchać?

Czy przepraszasz dziecko za to, że tak dużo czasu opieki cedujesz na innych ludzi?

Czy przepraszasz dziecko za to, że nie chce Ci się wyjść na dwór?

Czy przepraszasz dziecko za to, że nie masz dla niego czasu?

Za wypowiedziane słowa, których żałujemy?

Za brak zaufania i pomaganie mu za bardzo?

Za korzystanie z telefonu podczas zabaw?

Za brak cierpliwości?

Za kłamstwo?

Za…

Czy przepraszasz przy dziecku innych ludzi?
.
.
.
Za błahostki i te ważne sprawy ?
.
.
.
Czy przepraszasz dziecko za to, że go nie przepraszasz?

Mało nas…

Mało nas tutaj, ponieważ Rodzinka Warta Poznania… poznaje swoją rodzinę i tym się teraz zajmuje. Jest wiele tematów i rzeczy, które chciałabym napisać, jednak nie mam kiedy, niektóre zostawię na później i mam nadzieję, że do nich wrócę. Całe dnie po porostu spędzamy ze sobą i z dziećmi i kiedy wieczorem mam chwilę wolnego, to siadanie do komputera i pisanie wpisów nie jest pierwsza potrzebą.

Read more →

Fit mama

Presja posiadania szczupłego, najlepiej wysportowanego ciała z dekady na dekadę rośnie. Modelki w reklamach coraz szczuplejsze, a fitness cluby z cenami jak za zboże za możliwość spocenia się na oczach innych wyrastają jak grzyby po deszczu.

Właśnie odkurzyłam mieszkanie, powiesiłam stertę prania i zmieniłam pościel, w tak zwanym międzyczasie opiekując się noworodkiem. Konam z nóg i padam na twarz, a dopiero 11.00… Miesięczne maleństwo śpi i modlę się, żeby ten stan trwał jak najdłużej – a to wszystko udało mi się zrobić do 11.00 tylko dlatego, że mąż zabrał dwulatkę na spacer, bo dzisiaj idzie na popołudnie do pracy, co pozwala mi cieszyć się obecną chwilą pisania, ale nie nastraja pozytywnie na „samotne” popołudnie i wieczór. Ot, taki wycinek codzienności…

Każą nam – matkom – wracać do formy, ćwiczyć, robić coś dla siebie, nie zaniedbywać swojego ciała i mięśni. Mówią, że niby my tylko „siedzimy” w domu i „bawimy” się z dziećmi. Tylko, że to siedzenie, to: Wstawianie prania, sprzątanie, spacer, robienie obiadu, pieczenie ciasta, rozładowywanie suszarki, składanie prania, wieszanie firanek, zmywanie, (wstaw swoje ulubione zajęcia domowe)… Zabawa z dziećmi często polega na wyciąganiu rozkładaniu, a następnie podnoszeniu setek małych zabawek (tak, tak, kochamy deptać po klockach lego, żołnierzykach i tym podobnych).

Nasze nieruszanie się to setki kilometrów na spacerach, setki zrobionych przysiadów podczas wysadzania na nocnik, tysiące skłonów po ukochanego misia czy lalkę. Nie podnosimy półkilogramowych ciężarków w pięciu seriach po dziesięć razy. Nie, nasz ciężarek ma średnio 3 kilogramy w chwili, kiedy rozpoczyna się nasz powrót do formy po ciąży, czyli jakoś… 15 minut po porodzie? A potem stale rośnie! (A jak nie rośnie, to też niedobrze, ale to teraz nieistotne). Nasze siedzenie to ciągły ruch od rana, które często zaczyna się koło 5.00, do wieczora – kiedy to kładziemy dzieci spać. A wieczory czasem potrafią mieć bardzo ruchome granice: zdarza się, że wypadają o 19.00, zdarza się, że niestety koło 23.00. Proszę bardzo: spróbujcie kiedyś przez pół dnia chodzić po całym domu, nosząc 5-kilogramowe szczęście. Próbowaliście kiedyś równocześnie pilnować obiadu, robić ciasto, karmić dziecko i odpowiadać na trudne pytania dwulatki pamiętając, żeby jej przypominać o nocniku? Spróbujcie, a gwarantuję Wam, że aktywna będzie większość Waszych mięśni – taki trening wszystkich partii ciała za darmochę.
Tak się nam – mamom – zarzuca lenistwo, bo na minutę usiądziemy na ławce na placu zabaw. Tak się dajemy wkręcić, że jak się zapuścimy, to będzie tylko gorzej. Większość z nas chce być fit dla siebie, dla dzieci, dla męża.


 
Nie, to nie jest tekst bojkotujący ruch fizyczny i uprawianie jakichkolwiek dyscyplin sportowych – sama biegam i to uwielbiam, uwielbiam endorfiny krążące w moim ciele, uwielbiam! I czasem naprawdę z miła chęcią pobiegałabym zamiast słuchać pretensji córki, że ona chciała niebieską sukienkę i płaczu małego gościa, któremu uchyliłabym nieba, ale czasem sam nie wie czego chce, nie mówiąc już o wyraźnym wyartykułowaniu tego. Czasem godzinne bieganie to pikuś w porównaniu z harową przy dwójce maluchów.

To jest tekst wołający o większą wyrozumiałość wobec „kur domowych”, które dbają o przyrost naturalny – czyli de facto tak naprawdę budują nasze społeczeństwo. Nie daj się. Jeśli masz czas i ochotę – ćwicz, biegaj, pływaj, tańcz zumbę, gimnastykuj się… Jeśli nie masz czasu – nie wyrzucaj sobie, nie zajadaj wyrzutów sumienia, że nie wbijasz się jeszcze w spodnie po ciąży. Zamiast skalpela z Chodakowską zrób relaksującą kąpiel, pamiętaj o racjonalnym odżywianiu. Daj sobie czas, rozkoszuj się dziećmi…
 
Większość z nas chce być fit dla siebie, dla dzieci, dla męża.

Większość z nas JEST fit „siedząc w domu” i „bawiąc się z dziećmi”.

Wrzuć na luz i rób swoje.

Dzieci, dzieci, dzieci

Dzieci to chyba najszerszy temat, o którym można pisać. Dzisiaj naszło mnie na podzielenie się, jak to z dziećmi jest u nas, a bardziej według mnie.

Jedna wielka masakra?!

Od przeszło miesiąca mamy przyjemność bycia rodzicami dwójki dzieci. Szczerze? Myślałam, że będzie znacznie gorzej.
Nie wiem, czy to „wina” naszych dzieci, czy po prostu przygotowaliśmy się na tak czarne scenariusze, że wszystko teraz jest lepsze, ale po miesiącu czuję się świetnie. Mimo połogu i lekkiego osłabienia, większego niż standardowo, naprawdę w porządku. Znacznie lepiej, niż przez ostatnie trzy miesiące ciąży. Tak, jak przy pierwszym dziecku, i tym razem straszyli mnie, że teraz to już na pewno się nie wyśpię, że maluch będzie budził starszą, że ona będzie mu wsadzać palce do oczu, że nie nadążę ze wszystkim i ogólnie że będzie jedna, wielka masakra.

Tymczasem po tygodniu w szpitalu, który jak dementorzy wyssał ze mnie większość sił życiowych, i po kolejnym tygodniu w domu, wróciłam do trybu, który prowadziłam w czasie ciąży, a obecnie pozostało z niego tylko kilka kilogramów, które mam nadzieje ze zostaną ze mną na dłużej (tak, jestem jedną z tych nielicznych matek, które bardzo by chciały, żeby kilogramy nabyte w ciąży od niej tak szybko nie uciekły – te jednak jak na złość chyba gromadzą się w mlekomatach i każdego dnia są uszczuplane mimo rozpaczy rodzicielki).

Autentycznie, kto nie chce, niech nie wierzy, ale posiadanie dwójki dzieci naprawdę nie musi zamienić matki w nieuczesane zombie chodzące w piżamie po domu.

Dobra organizacja

Nie, nie jest idealnie. Tak czasem jednak chodzę nieuczesana przez pół dnia, czasem myjemy z Zosia zęby przed obiadem, zamiast po śniadaniu, czasem pranie wstawione o 6 rano zawiśnie na suszarce w okolicach 12 w południe. Czasem zlew jest pełny, a lodówka pusta. Czasem tak bywa i śmiem twierdzić, że jest to normalna sytuacja przy małych dzieciach. Przeważnie jednak tak wyglądają dni, na które nie mam pomysłu, na które nic nie planuję.

Jestem otwarta na to, że jednego dnia będzie spokojnie, a innego dnia nic nie będę mogła zrobić, bo jedno dziecko będzie wisiało na cycu, zaś drugie będzie chciało budować z klocków Lego cały dzień. Nie wymagam więc od siebie, że nagle zacznę szukać zajęć dodatkowych, że tyle i tyle czasu poświęcę na coś, ale zawsze, codziennie robię plan. Czasem wykonuję go w 20%, czasem w 60%, niekiedy tylko w 5%, a innym razem w 90%, jednak wiem, że jeśli nie zapiszę rzeczy, które dobrze by było zrobić, to one same się nie zrobią. Co planuję, skoro i tak siedzę w domu? Posiłki, to że trzeba do kogoś napisać, zakupy (większość rzeczy obecnie zamawiamy przez Internet), formy aktywności z Zosią, sprzątanie, czytanie (tak, dzięki temu, że je planuję, znajduję czas na czytanie). Nie, nie korzystam z żadnych planerów. Żadnych tam GTD – zresztą z tym pracować w życiu bym nie zaczęła, bo mnie się początkowo zdaje, że nic nie zabierze mi więcej niż 2 minut, a potem kończy się na 12 albo i 22, albo i dwóch godzinach (system ten mówi o tym, że czynność, która zabierze Ci mniej niż 2 minuty należy zrobić od razu). Posługuję się zwykłym kalendarzem z jedną stroną na każdy dzień. Tak, wiem że dla niektórych to nienormalne, tak, wiem że każda kobieta te pierwsze tygodnie przeżywa rożnie – ja dziele się swoimi spostrzeżeniami i systemem, który mnie odpowiada. O organizacji czasu nie potrafię zbyt przekonująco pisać – dużo lepsza jest w tym Pani swojego czasu.

Mam tę moc, mam te moc, będę karmić/nosić/bawić całą noc

Niedawno na Instagramie pojawiło się wyzwanie pt #matkanieidealna – zabawa polegała na tym, żeby napisać o rzeczach, których się wstydzimy, z których nie jesteśmy dumne, bądź w oczach innych mogłyby być one zaliczane do ciemnych stron macierzyństwa. No i oprócz standardów, co do których nikt nie ma wątpliwości, że do najlepszych bądź najzdrowszych rzeczy nie należą, ale są w miarę niegroźne – czyli słodycze, przekupstwa, bajki, dołączyły CC, MM, których nie oceniam – bo przyczyny mogą być różne i niezależne od matki. Dalej jednak pojawiły się rzeczy, które niektórzy zaliczają jako pozytywne, a inni jako negatywne. Spanie z dzieckiem kontra łóżeczko, noszenie kontra odkładanie, karmienie na żądanie kontra karmienie według planu, smoczek bądź jego brak i parę innych. Nie potępiam tych, którzy postępują inaczej niż ja, bo także może to wynikać z bardzo różnych pobudek, zastanawia mnie jednak, że to, co w oczach jednych zdaje się być wyrazem troski, podążaniem za potrzebami, dla innych może być zachowaniem nieodpowiedzialnym i odwrotnie. Słuchanie instynktu i przede wszystkim kierowanie się dobrem dziecka przez matkę – tego życzę każdemu maleństwu.

Różnica wieku

Wszyscy o tym piszą, więc i ja się wypowiem, a co. I pewnie nie odkryję Ameryki kiedy powiem, że żadna różnica wieku nie jest dobra, a jednocześnie każda jest właściwa, a właściwie to zależy.

Tak samo rzecz ma się do ilości. Niektórzy lepiej żeby mieli jedno dziecko, niektórzy są otwarci na więcej. I pierwsi i drudzy mają rację. Ale jednym do drugich nic do tego.

U nas jest to różnica wynosząca dwa lata i dwa miesiące. Zosia jest pomocna, ale jeszcze na takiej zasadzie, że trzeba pomagać jej w pomaganiu nam. Mała różnica jest trudna tak naprawdę dla rodziców, czasem także dziadków ;) Mała różnica może rodzić problemy na początku. Duża różnica może wpływać na słabszą zażyłość miedzy rodzeństwem. Sześć lat we wczesnym dzieciństwie może się wydawać przepaścią, która zniknie w dorosłości, zamieniając się w most głębokiego porozumienia. Wspólne zabawy i pobyt wszędzie razem w pierwszych latach może się zamienić w rywalizację we wkraczaniu w dorosłość. Nie musi jednak tak być. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy starsze dziecko jest już gotowe, nawet jeśli zapytane odpowie twierdząco. Sceny zazdrości mogą pojawić się u każdego dziecka, u każdego w innym czasie, mogą się też nie pojawić. Do nas należy pomoc w zrozumieniu nowej sytuacji. Możemy jednak tylko pomóc, a nie przeżyć czy zrozumieć. Stwierdzam, że nie ma czegoś takiego, jak odpowiednia różnica wieku, nie powinno się też mówić „powinniście mieć X dzieci”. I Kropka.

Proszek do prania – przepis

Jak już wspomniałam, kiedyś stosowałam kule piorące – nie wiem, czy zmienili coś na produkcji, czy w moim domu wszyscy zaczęli się brudzić na potęgę, ale przestały działać.

Read more →

Czysto i zdrowo

Szafki łazienkowe uginające się od butelek detergentów, półeczki zapełnione kolorowymi buteleczkami, pudełeczkami, wanna lub prysznic obstawione niczym żołnierzami mniejszymi i większymi pojemnikami. Szampon na taką czy inna okazję, żel, peeling, odżywka, serum, tonik, balsam na dzień, na noc i wiele, wiele innych niezbędnych do życia rzeczy zdobiących twoja łazienkę. Znasz ten obrazek? Znajome doświadczenie?

Read more →

MOJE poglądy okołoporodowe

W żaden sposób nie staram się tutaj nikogo przekonywać do czegokolwiek, wszystkie zawarte informacje są subiektywne i nie każę Ci się z nimi człowieku zgadzać – kimkolwiek jesteś ;) nie interesuje mnie też inne zdanie, wiem, że można postrzegać świat inaczej i moja mojszość nie musi być najlepsza. Piszę to przede wszystkim dla siebie w chwili obecnej, dla siebie za parę lat i dla swojej rodziny, trochę dla Ciebie – abyś wiedział, czy czytać inne moje wypociny, czy raczej sobie odpuścić, bo nasze poglądy są całkiem rożne. Z drugiej strony nie trzeba się we wszystkim zgadzać, żeby się dogadać, więc ocenę pozostawiam Tobie, czytelniku.

Read more →

Rodzinka Warta Poznania: Reaktywacja

W zeszłym roku obiecałam że będę pisać regularnie i inne takie. Nie udało się, bo tak wiele się działo, że nie było czasu pisać – a jak już był, nie wiedziałam od czego zacząć. Nie miałam też siły, bo powiększenie rodziny (a więc w początkowym etapie: mojego brzucha) znacznie utrudniało komfortowe siedzenie przy komputerze. Ograniczałam więc ten czas do największego minimum (wiem, każda wymówka jest dobra).

Read more →

Ucz się angielskiego w każdej wolnej chwili. Jak? Z Duolingo!

Read more →

Handmade + Secondhand = Oszczędność!

Read more →