168 godzin

Doba ma tylko 24 godziny
Nie możesz mieć wszystkiego
Tak trudno mi każdego dnia

Tak jak ja pewnie wielokrotnie słyszałaś* te zdania. Do niedawna głęboko wierzyłam w ich sens i zasadność, ba – wierzyłam w nie. Do niedawna. W grudniu 2018 roku przeczytałam książkę pod tytułem „Jak robią to kobiety sukcesu”, napisaną przez Laurę Vanderkam. Choć nie ze wszystkim w jej treści się zgadzam, odkryła ona przede mną parę rzeczy. Między innymi to, że:

  1. Tydzień ma dokładnie 168 godzin

Nie odkryłam Ameryki, wiem. Każdy z nas wie, że doba ma 24 godziny, że godzina to 60 minut, a minuta to 60 sekund. Każdy może też sobie policzyć, że 24 razy 7 daje 168. Większość z nas śpi 7-8 godzin na dobę, co daje 49-56 godzin snu. Pracując nawet 40-50 godzin tygodniowo zostaje Ci około 60 godzin.

60 godzin!!!

To dużo czasu na przygotowanie posiłków i jedzenie, na zabawę, na czytanie i sport, na spotkanie się z przyjaciółmi, na relaks, sprzątanie, pranie, higienę osobistą i co tylko sobie zamarzysz. Przypominam, że pracę i sen odjęliśmy.

Moje życie jest trochę inne niż większości ludzi, ponieważ w domu zajmuję się codziennymi obowiązkami, ogarnięciem dzieci i mimo, że zajmuje to dużo czasu, wiem, że aby działać sprawnie, ekonomicznie i z radością, nie mogę pozwolić, by to, co „muszę”, zajęło całe 168 godzin. Potrzebuję czasu na odpoczynek i swoje własne sprawy. Nie upycham ich jednak w każdą dobę, nie popadam już w…

  1. Pułapkę 24 godzin

Dlaczego do jasnej cholery staramy się upchnąć wszystko w te nieszczęsne 24 godziny, kiedy mamy ich 168? Mówimy sobie, że mamy patrzeć szerzej, sięgać więcej, ale czasu to nie dotyczy. Czasu ciągle mamy mało, ciągle gdzieś leci, przecieka przez palce. Aj, ten niedobry czas. Chcielibyśmy KAŻDEGO dnia oprócz pracy, snu, obowiązków domowych także poczytać, wyjść na spacer, pobawić się z dzieckiem, potańczyć, pośpiewać, pograć w gry, nauczyć się angielskiego, zrobić szpagat i nie wiem co tam jeszcze. A może by tak spróbować nie każdego dnia? Zamiast codziennie – dwa razy w tygodniu, zamienić „co rano” na „co sobotę”, zamiast „co wieczór” – „w co drugi piątek”. Coś jest lepsze niż nic. Zamiast szukać wolnej godziny w ciągu dnia, spróbuj znaleźć dwie w ciągu tygodnia.  Często na początku tygodnia, miesiąca, a -nie daj Boże – roku wmawiamy sobie, że teraz już na pewno uda nam się i robimy nieszczęsne postanowienia. A ja Wam powiem:

  1. Żadnych postanowień

Ja nie robię żadnych postanowień. Czy to znaczy, że nie mam żadnych celów na najbliższe 360 dni? NIE! Planuję, ale nie robię słynnych postanowień noworocznych, bo mają to do siebie, że się nie sprawdzają. Ale w sumie jak mają się sprawdzać, skoro Nowy rok trwa jeden dzień? To nie ma prawa się udać i wiemy o tym doskonale. Po tygodniu, co wytrwalsi po miesiącu, zapominamy, co sobie postanowiliśmy. Jeśli sobie zapisaliśmy, ma to większą rację bytu. Przez postanowienie rozumiem tu jedną lub kilka rzeczy, które chcemy, aby dokonały się w przyszłym roku – to te wszystkie…

Będę biegać,
Schudnę,
Rzucę palenie,
Będę miła dla innych,
… (wstaw dowolne niedookreślone życzenie).

Wszystko fajnie, idee same w sobie bardzo zacne, a jednak takie niedopowiedzenia powodują, że w styczniu kolejnego roku mamy często te same postanowienia…  Każdy z tych celów  może być początkiem wspaniałej przygody, jeśli przekształcimy te puste słowa w…

  1. Projekty 4-do-6-miesięczne

Projekty z planem, z określonym czasem na realizację. Najlepiej wyjaśnię to na przykładzie, i to na zasadzie kontrastu.

Gdybym robiła postanowienie, brzmiałoby ono : Wrócić do ulubionych autorów.

Fajnie, pozytywnie, ale nic się nie dzieje w styczniu, w lutym, w marcu – mam przecież mnóstwo czasu i mnóstwo książek, które czekają w kolejce na przeczytanie. Czas mija i nic się nie dzieje, albo zostaje przeczytana jedna książka. Poziom satysfakcji niewielki, poziom rozczarowania odwrotnie proporcjonalny, ale w sumie nie bardzo wiadomo, dlaczego.

Gdy robię projekt, brzmi on: przeczytać 12 książek ulubionych autorów z lat nastoletnich, przynajmniej jedną każdego miesiąca.

Mam już dobrą nazwę, teraz tylko muszę odpowiedzieć sobie na parę pytań, dzięki którym projekt będzie jeszcze łatwiejszy do realizacji:

Co czytałam będąc nastolatką? Jacy autorzy wciągali mnie swoim światem przedstawionym? Co wydali? Następnie robię listę z dwunastoma książkami.  Dziś mamy 3 stycznia, a ja już jestem po pierwszej i w trakcie drugiej książki. I mam nadzieję, że nie przeczytam wszystkich dwunastu w styczniu.

„Ja nie czytam, więc nie trafia do mnie ten przykład” – zaraz się usprawiedliwisz. Dobra, będzie drugi. Dużo ludzi pracuje nad swoją sylwetką, więc myślę, że ten przykład zrozumie większość.

Postanowienie: schudnę, będę się ruszać, będę się dobrze odżywiać, zacznę ćwiczyć… To wszystko pobożne życzenia, które zaprowadzą Cię donikąd – bo tam właśnie zmierzasz, jeśli tak widzisz swój cel, a raczej jego brak.

Projekt:  Za najbliższe trzy miesiące będę ważyć  50/60/70/80… kg, W najbliższe 3 miesiące chcę przebiec 50/100/120/180… kilometrów.

Aby zrealizować taki projekt, trzeba go zaplanować, dowiedzieć parę rzeczy o sobie, o żywieniu, o ruchu. Wziąć się za planowanie jadłospisu, treningów. A osiągniecie go jest jak najbardziej możliwe, kiedy zadbasz o…

  1. Balans tygodniowy

Dążysz do balansu w życiu rodzinnym i zawodowym. Osobistym i społecznym. Chcesz czasu dla siebie, na hobby, na odpoczynek, w moim przypadku chcę też mieć czas popracować, popisać, potworzyć. Rower, bieganie, malowanie, czytanie, gry planszowe. Nie da rady wszystkiego robić codziennie. Wielu  oburza się, że od poniedziałku do piątku tak dużo pracuje i nie ma czasu na nic poza tym. Ci sami ludzie nie oburzają się, kiedy w weekend dalej nie ma tego balansu, z tym, że w odwrotną stronę – dużo czasu spędzasz na rozrywce i z rodziną, a na pracę nie poświęcasz go w ogóle (lub znacznie mniej).  Zamiast szukać balansu w codzienności, postaraj się znaleźć go w tygodniu. Cały tydzień zajmujesz się dziećmi, mąż pracuje. W weekend Ty popracuj nad czymś swoim, mąż niech pobędzie trochę z Waszymi dziećmi. Pięć razy w tygodniu gotujesz obiad, w niedzielę gdzieś się wybierzcie, może nawet do teściowej lub siostry na obiad. Codziennie kładziesz dzieci spać, a partner w tym czasie sprząta, pracuje przy komputerze, przygotowuje jedzenie na dzień następny – może czasem się zamieńcie?  Chcesz więcej czytać, więcej się ruszać, zdrowiej jeść. Może w aucie zamiast radia niech zabrzmi audiobook, zamiast windy wybierz schody, zamiast auta – rower? Codzienne czytanie kilku rozdziałów może być niemożliwe, ale sobotnie ranne czytanie, kiedy wszyscy śpią, może się udać. Tak można zrobić ze wszystkim. Szukanie czasu w tygodniu, a nie w tej nieszczęsnej dobie, może wiele zmienić. Poza tym…

  1. Nie jesteś sama

Ja nie pracuję w potocznym rozumianym tego słowa znaczeniu. Dzieci zajmują większość mojego czasu i energii każdego dnia. Mam męża, który pracuje, a ja wtedy zajmuję się naszymi dziećmi i naszymi obowiązkami domowymi. Nasze zajęcia są na równi, nie wartościujemy, kogo zajęcie jest ważniejsze, nie licytujemy się, kto ma lepiej/gorzej, kto ma prawo być bardziej zmęczonym. Nie targujmy się o bardziej przerażającą/trudną historię w ciągu dnia, choć czasem sobie opowiadamy, jednak bardziej by się podzielić, wyrzucić to z siebie bądź pośmiać z anegdotki. Każdego dnia wieczorem oboje jesteśmy równie szczęśliwi, że możemy położyć się już do łóżka i bardzo się cieszymy, że jutro mamy kolejny dzień, by zrobić coś ciekawego. Jedno ma w planach bieganie, jedno spacer z dziećmi, pracę, zakupy, obiad, czytanie,… Plan nieidealny, który najprawdopodobniej ulegnie zmianie. Zmiany są możliwe tylko wtedy, kiedy jest jakiś plan, uwzględniający, że masz 168 godzin.

*Moimi czytelniczkami są głównie kobiety. Jeśli jesteś mężczyzną, to sobie odmień – tak jak my robimy to w większości czytanych przez nas tekstów 🙂 To nic osobistego.

(źródło grafiki: skilledatlife.com)