Koleżanko i kolego, baw się dziś klockami LEGO! O edukacyjnej roli klocków w życiu dziecka

Pamiętam, że gdy byłem mniejszy, klocki LEGO (a także polskie COBI) stanowiły jedne z moich ulubionych zabawek. Takich prawdziwych, które nie tylko bawią, ale i uczą. Całymi godzinami potrafiłem przesiadywać w pokoju, mając do dyspozycji karton klocków, a dziś nadszedł czas, kiedy to Zosia zaczyna wchodzić w świat LEGO.

Co ciekawe, sposób łączenia tych klocków został opatentowany 58 lat temu, 28 stycznia 1958 roku, jednak przygoda z nimi zaczęła się dużo wcześniej. W 1932 roku w Billund w Norwegii, producent mebli Ole Kirk Christiansen postanowił tworzyć także zabawki. Nazwał je LEGO nie bez powodu: w języku duńskim jest to połączenie dwóch wyrazów: „leg” i „gotd”, oznaczających „baw się dobrze”. Jakby tego było mało, łaciński wyraz „lego” oznacza… „składam”. I jedno, i drugie tłumaczenie w pełni oddaje adekwatność nazwy produktu do jego przeznaczenia. Niektórzy też dopatrują się w nazwie LEGO nawiązania do imienia twórcy klocków: Ole, lub też Oleg. Wystarczy pozamieniać miejscami litery, ale wydaje mi się, że to już raczej przykład kreatywności tych, którzy szukali kolejnych znaczeń, bo dwa podstawowe im nie wystarczyły 😉

O tym, że nasza Zosia będzie mieć swoje zestawy „Legusiów” wiedzieliśmy jeszcze przed jej narodzinami. Pierwsze dwa minizestawy Duplo dostała w zeszłym roku na Wielkanoc, duży zestaw natomiast na Boże Narodzenie. Na chwilę obecną funkcjonujemy w tematyce Zoo i parku, pokazując za pomocą LEGO różne zwierzęta. Uczymy się więc, jak wyglądają niedźwiadki, lisy, sarny, ale i owca, świnka, mały cielaczek, a nawet wiewiórka i ryba.

Czego jeszcze te klocki mogą nauczyć dziecko?

Z pewnością staranności i dokładności. Przed naszą Zosią ten etap jeszcze daleko, ale układanie zestawu zgodnie z dołączoną do niego instrukcją z pewnością wspomaga rozwój tych dwóch cech, uczy także cierpliwości, a ostatecznie daje niesamowitą radość z odwzorowania budowli, samochodu itp.

Po drugie, co jest chyba najbardziej oczywistą zaletą: klocki LEGO uczą kreatywności. Kiedy już wszystkie instrukcje się znudzą (bądź też, co równie prawdopodobne, pogubią), wtedy dziecko stawia na swoją wyobraźnię i zaczyna tworzyć po części według własnych reguł. Można by pokusić się nawet o stwierdzenie, że dopiero wtedy duńskie znaczenie „baw się dobrze” ma sens: bo układanie nakazanego wzoru w nakazanej kolejności nie wszystkich musi rajcować 😉

Po trzecie, zestawy mogą uczyć… działania. Serie LEGO Creator i LEGO Technic często wyposażone są w elementy zdalnego sterowania i silniki elektryczne, mogą też stwarzać podwaliny pod naukę programowania. O ile jednak obie te serie przeznaczone są dla starszych dzieci, o tyle LEGO WeDo to zupełnie inna seria, wspomagająca naukę programowania i budowania robotów już u pociech w wieku wczesnoszkolnym.

I można by tak zapewne jeszcze wymieniać, ale pewne jest jedno – mimo dość wysokich cen za zestawy, z pewnością klocki LEGO warte są tych pieniędzy. Pozostaje jedynie kupować je z głową, wybierając te, które dziecku dostarczą nie tylko najwięcej zabawy, ale i nauki.

Warto też mieć na uwadze dwie sprawy: po pierwsze – te klocki są właściwie niezniszczalne 😉 tak solidne wykonanie sprawia, że naszymi klockami mogą bawić się też nasze dzieci, a może i wnuki – wystarczy zadbać, by się nie pogubiły 😉 Po drugie… po zakupie istnieje ryzyko, że to rodzice, a nie dzieci, będą się nimi bawić 😉 pamiętam pewne święta wielkanocne, spędzane w rodzinnym gronie, kilka lat temu: córka szwagra dostała zestaw LEGO, ale nowymi klockami (oraz wszystkimi, będącymi w domu) bawiłem się ja wraz z dwoma szwagrami 😉 i zabawa trwałaby w najlepsze, gdyby nie skarga u niczego nieświadomych mam 😉