Niedawno pisałem na temat 20-minutowego systemu zarządzania czasem, jaki stosuję. Jak wspomniałem w tamtym tekście – jest to dla mnie jeszcze „nowość”. O wiele dłużej uwagę przywiązuję natomiast do wszelakich list.

I tak, od 2008 roku w aplikacji Evernote notuję wszystkie książki przeczytane w ciągu roku (początkowo tylko autor i tytuł, obecnie też format – ebook, papierowa lub audiobook – liczbę stron oraz daty rozpoczęcia i zakończenia lektury, wraz z wykazem liczby stron przeczytanych w miesiącu i roku oraz podziałem ze względu na format). Wiem, to się najpewniej jakoś nazywa jako jednostka chorobowa i wymaga leczenia 😉

evernote_web_new8

Maniakalne robienie list ma jednak także swoje zalety – lista rzeczy do spakowania przed wyjazdem znacznie ułatwia sam proces wyjmowania ciuchów z szafy, bo uniemożliwia kolejne dywagacje typu „ta bluzka czy tamta?”; lista zakupowa pozwala bardzo szybko przejść nawet przez hipermarket, bo po prostu skupiam się na odkreślaniu kolejnych pozycji na karteczce. To z kolei wpływa także na oszczędność podczas zakupów – nie ma czegoś na liście, to i do koszyka nie trafia (tu taka sugestia, jak już w temacie zakupów jesteśmy – nie chodźcie do sklepów głodni).

Wspomniana już lista przeczytanych książek czy obejrzanych filmów ma też tę zaletę, że mogę nie tylko doszukać się szybko, czy daną pozycję mam już za sobą, ale i przypomnieć sobie być może, kiedy i w jakich okolicznościach. Prowadzenie z kolei list książek do przeczytania i filmów do obejrzenia pozwala nam później na konkretniejszą wyprawę do biblioteki, kina czy wypożyczalni. Choć tu się przyznam, że w moim wypadku to nie do końca działa, bo zaledwie kilka razy udałem się do biblioteki z listą – później po prostu celowałem w konkretne półki, wiedząc już, gdzie czego szukać.


wunder

Wspominałem także o liście zakupowej – przez długi czas prowadziliśmy ją metodą kartki i długopisu, jednak zdarzało się nam zapominać o wzięciu listy, gubić listę i tak dalej. O wiele trudniej w dzisiejszych czasach zapomnieć o smartfonie – dlatego też od niedawna prowadzimy listę zakupową na telefonie, korzystając z aplikacji Wunderlist. Mamy jedną, współdzieloną listę, na której każdy z nas może dowolnie dodawać kolejne produkty, odznaczać te zakupione itp. Znacznie to ułatwia nam funkcjonowanie, przykładowo Basia może w domu stworzyć listę, a ja wracając z pracy podskoczę na zakupy z tejże listy. Jedyny warunek, to posiadanie pakietu internetowego w telefonie (lub dostęp do WiFi). Opcjonalnie można ten punkt programu zastąpić wysyłaniem sobie wzajemnie listy SMS-em, jednak szukanie później listy w gąszczu wiadomości wędrując po supermarkecie do produktywnych sposobów spędzania czasu na zakupach zdecydowanie nie należy 😉

Istnieje wiele narzędzi umożliwiających tworzenie list, wiele też różnych pomysłów na same listy można by wytworzyć – tak naprawdę jedyne, co nas ogranicza, to nasza wyobraźnia oraz preferencje co do korzystania z jakiejś aplikacji lub notowania odręcznego. Jedno jest pewne – moim zdaniem listy zadań znacznie ułatwiają życie i wiem, że ja z moją sklerozą bez takich list bym sobie momentami nie poradził 😉 Dlatego polecam i Wam – sprawdźcie, przekonajcie się, ile możecie zyskać 🙂