W żaden sposób nie staram się tutaj nikogo przekonywać do czegokolwiek, wszystkie zawarte informacje są subiektywne i nie każę Ci się z nimi człowieku zgadzać – kimkolwiek jesteś ;) nie interesuje mnie też inne zdanie, wiem, że można postrzegać świat inaczej i moja mojszość nie musi być najlepsza. Piszę to przede wszystkim dla siebie w chwili obecnej, dla siebie za parę lat i dla swojej rodziny, trochę dla Ciebie – abyś wiedział, czy czytać inne moje wypociny, czy raczej sobie odpuścić, bo nasze poglądy są całkiem rożne. Z drugiej strony nie trzeba się we wszystkim zgadzać, żeby się dogadać, więc ocenę pozostawiam Tobie, czytelniku.

Po przydługawym wstępie, kiedy połowa już kliknęła na krzyżyk zamykający stronę, można przejść do rzeczy.

Trauma porodu czy trauma szpitala

WP_20170130_14_11_41_Pro

Wiele pisze się o tym, jak to po trudnym porodzie kobieta nie chce mieć więcej dzieci. Nie jest to wcale rzadkie zjawisko, o czym może świadczyć ogromna ilość jedynaków. I ja wiem – powodów jest jeszcze mnóstwo, ale trudny start rodzący stres nie nastraja pozytywnie na powtórkę. Ja jestem jednak zdania, że to nie tyle sam poród (który dla rodzącej zawsze jest trudny i zawsze boli), a najbliższe godziny i dni po nim mają wpływ na wspomnienia z tego czasu. Uważam, że to czas po wydaniu na świat dziecka jest najbardziej kluczowy. Każdej matce z tego miejsca życzę jak najlepszej opieki ze strony szpitala i swojej rodziny. Wiemy jednak, że nie zawsze jest tak, jak byśmy sobie tego życzyli. U mnie niestety nie do końca to zagrało. Na rodzinę i wsparcie, troskę o mnie i o maleństwo ze strony najbliższych, a nawet tych trochę dalszych mogłam liczyć. Esemesy, życzenia w umiarkowanej części do mnie, po części do męża, który musiał wszystko wiedzieć. Bardzo niewiele telefonów po uprzednim zapytaniu, czy mogą dzwonić – bo większość wie, że średnio lubię rozmawiać przez telefon. Zapewnienie o ciepłych myślach, trzymanych kciukach i modlitwie, żebyśmy wszyscy jak najszybciej wrócili do domu – to było to, co sprawiło, że poczułam, iż moje zaplecze wsparcia jest bardzo silne, a świadomość ta dodała mi wiele siły. Posiłki teściowej przynoszone codziennie przez męża ratowały mój wiecznie pusty żołądek i wspomagały laktację.

Odwrotnie proporcjonalnie było ze strony szpitala. Nie, nie powiem gdzie, kto wie, ten wie – reszta nie musi, bo takie sytuacje mogą się zdarzyć wszędzie. W każdym szpitalu pracują ludzie, którzy mogą mieć zły dzień, może być remont, nawał rodzących i inne takie – u mnie to wszystko niestety nałożyło się na siebie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo staram się o tym zapomnieć. Chciałam tylko dojść do tego, że jakikolwiek szpital będzie gorszym miejscem do regeneracji po porodzie dla rodzącej, jeśli w domu czeka na nią kochający mąż. Mówi się, że w szpitalu jest fachowa opieka. Owszem – pod względem apteki, badań o 6 rano, częstej kontroli: tak. Pod względem odpoczynku, pomocy przy dziecku, odpowiedniego żywienia: trochę mniej. Spędziłam w tej instytucji aż tydzień, ponieważ sytuacja dotycząca zdrowia Mikołaja nie była do końca jasna. Codziennie jednak dawali nadzieję, że to już jutro. To było najgorsze 7 dni w moim życiu, a wejście do domu i przytulenie Zosi najwspanialszą chwilą w dotychczasowym życiu. Wiem, że moja sytuacja i tak była lajtowa w porównaniu z niektórymi przypadkami. Wiem, że niektórzy spędzają w szpitalu całe miesiące, wiem że podejrzenie choroby to nic w przypadku, kiedy dziecko ledwo żyje podpięte do tysiąca aparatur. Nie chcę narzekać i robić z siebie cierpiętniczki, bardzo cieszę się, że mam to już za sobą, wszystko zależy też od bardzo wielu rzeczy, ale im krócej w szpitalu tym – moim zdaniem – lepiej. Poród naprawdę nie jest taki zły, bardziej przerażające są następne doby, które po jakimś czasie jednak zlewają się w jedno wspomnienie okołoporodowe i rodzi się trauma porodu. Niestety…

Poród rodzinny

Najcudowniejsza rzecz, jaka może spotkać rodzącą. Tak – to matka musi urodzić, to położna musi przyjąć poród, to lekarz musi być obecny, ale to mąż lub inna bliska osoba może znacznie zmienić odbiór tego doświadczenia. Pierwszy poród był… zabawnie mówić o nim fantastyczny, ale zresztą sami możecie przeczytać relację okiem moim i z punktu widzenia Przemka. Ten był trudniejszy, ponieważ Mikołaj był większy niż Zosia, ale także dlatego, że np. był w dzień i autentycznie raziło mnie słońce i drażniło mnie to nieszczęsne ustrojstwo KTG, które moim zdaniem utrudnia poród, zamiast go bezpiecznie kontrolować. Przez oba porody jednak nie wiem jakbym przeszła, gdyby nie pomoc – nie, nawet nie pomoc, po prostu obecność – męża, świadomość przejścia przez to razem. Oboje doprowadziliśmy do sytuacji, żeby po 9 momentami trudnych, ale szczęśliwych miesiącach zawitać do szpitala, mimo że nikt nie jest chory, oboje powinniśmy to pociągnąć do końca. Niektórzy są zdania, że lepsza jest doula lub siostra, nie będę się upierać, bo nie zdecydowałam się na taką alternatywę – w moim przypadku był to mąż i uważam, że to najlepsza z opcji. Nie trafiają do mnie argumenty o tym, że obrazy z porodu mogą zmienić potem postrzeganie żony i ich dalszej relacji bliskości. Mąż powinien być tą najbliższą osobą, na rodzeniu może się nie znać, ale zna rodzącą i często potrafi po grymasie i spojrzeniu w oczu wiedzieć. Co? Często więcej, niż wie ona sama, więcej niż matka chce pokazać. Swoją drogą rozmawialiśmy o tym i doszliśmy do wniosku, jakie to jest zabawne, że mężczyźni – taka wielce silna płeć: nie straszne im horrory, filmy grozy, w których krew leje się strumieniami, a trup ściele się gęsto i to im ani nie straszne, ani ich nie brzydzi, a chwile tak pięknego, tak niepowtarzalnego zdarzenia, w którym rodzi się niewinna istota, którą sami po części stworzyli, miałyby dla nich być straszne? Traumatyczne? Chciałoby się zaśpiewać: „Gdzie Ci mężczyźni?”.

Przygotowanie do porodu

Przygotowanie do porodu to taki oksymoron, który razem z wyrażeniami takimi jak plan porodu i dobrze spakowana torba do szpitala tworzy paczkę zabawnej abstrakcji. Można zwiększyć swoją wiedzę na temat procedur, dowiedzieć się, na czym polega cięcie cesarskie, czym charakteryzuje się standardowy poród siłami natury, poczytać o tych całych Apgarach, powymyślać sobie kilkanaście metod łagodzenia bólu (osobiście bardzo polecam muzykę, ale nie, nie taką, jak włącza się w YouTube pod hasło muzyka do porodu – najlepsza będzie Twoja ulubiona składanka piosenek z pierwszego tańca, piosenka z pierwszego filmu, który widzieliście razem, ulubiona piosenka Twojego starszego dziecka, takie, które wywołują pozytywne wspomnienia, które Ci się podobają – jeśli jest to Bach, Mozart i Chopin, to może także oni pomogą Ci urodzić). Nikt jednak nie zna dnia ani godziny, kiedy się zacznie, jak przebiegnie i jak się skończy to dla jednych wspominane ze łzami szczęścia, dla innych łzami bólu wydarzenie.

Naturalne wywoływanie porodu

Niektórzy także ten termin wrzuciliby do worka oksymoronów porodowych. Niektórzy wierzą, że maja na to wpływ i próbują. Dla mnie na zawsze pozostanie to tajemnicą – wolę nie wnikać zbyt głęboko. Pierwszą ciążę przenosiłam, teraz też się tego bałam. Doświadczenie medycznego wywoływania pozostaje mi obce i lepiej niech tak pozostanie do końca życia, nie śpieszno szukać mi takich mocnych wrażeń. Kiedy jednak tydzień 37 zmienił się w 38, poszłam na długi spacer, który skończył się pięciodniowym intensywnym katarem, który trzymał się z daleka przez cała ciąże. W Internecie można znaleźć kilka sposobów na naturalne wywoływanie porodu, żadne nie jest zbadane ani potwierdzone – dlatego wyrażenie tytułowe również można wsadzić do naszej paczki abstrakcji. Wśród nich są bardziej hardcorowe, jak „koktajl położnych” i łagodniejsze. Aż tak zdesperowana nie byłam, więc o koktajlu pisać nie będę. Akceptowalne dla mnie było picie naparu z liści malin, zażywanie oleju z wiesiołka, spacery – i tego się trzymałam. Kupiłam liście malin, zakupiłam olej z wiesiołka w kapsułkach, piłam sporo wody i dużo chodziłam. Czy pomogło? Nie wiem. Myślę, że Ten na górze wybrał najlepszy możliwy moment.

– napar z liści malin – „Uznaje się, że pomaga ona głównie w czasie porodu, ze względu na to, że ma właściwości wzmacniające mięśnie macicy. Dzięki temu skurcze są skuteczniejsze, a poród sprawniejszy”. [1]

– olej z wiesiołka – „Działanie olejku z wiesiołka wpływa też na produkcję prostaglandyn. Substancje te w czasie porodu przyspieszają rozwieranie szyjki macicy, a przez to zdecydowanie skracają pierwszy okres porodu”. [2]

Inne historie porodowe

Nie słuchać, nie czytać, nie oglądać???

Na forach internetowych i owszem, ponieważ w takich miejscach piszą dwa rodzaje ludzi. Jedni to tacy, których poród był fantastyczny, szybki, małobolesny, bezproblemowy i teraz chcą się swoim szczęściem podzielić z całym światem. Drugi rodzaj ludzi to bardzo rozgoryczeni rodzice, których przyjście na świat długo oczekiwanego maleństwa było okupione wieloma łzami, którzy zostali skrzywdzeni, którzy przeszli przez to z wielkim bólem. Obie grupy są niestandardowe i zakrzywiają obraz doświadczenia porodowego. Dlatego w takich miejscach nie warto szukać wiedzy na temat, jak to wygląda. Szkoła rodzenia? Tutaj dowiemy się z bardziej medycznego/książkowego punktu widzenia. Dowiemy się o skurczach, oddychaniu, dmuchaniu świeczki, rotacji główki, fazach porodu, kryzysie 7 centymetra, pozycjach wertykalnych i tym podobnych.
Skąd więc wziąć taką naprawdę realną wiedzę na ten temat? Od kobiet, które znamy, którym ufamy, na których możemy polegać, że nie zablokują nas traumatyczną historią. Mama, siostra, teściowa, przyjaciółka, dobra znajoma… Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie polecili wam też choćby jednej książki ;) Mi pomogła spojrzeć na poród z nieco innej perspektywy książka pod tytułem „Położna. 3650 cudów narodzin”. Jeanette Kalyta opisuje w niej swoją przygodę z położnictwem, przytaczając różnorodne przypadki porodów, ukazując zagrożenia, mówiąc z humorem o niektórych zabawnych przypadkach – oswoiła we mnie trochę to nietypowe zadanie, jakie mnie czekało. Inną książką, którą możemy polecić, a która towarzyszyła nam całą ciążę i często rozśmieszała nas do łez była „Ciężarówką przez 9 miesięcy” Kaz Cooke.

Podsumowanie

  1. Do porodu i tego, co będzie dalej, nie da się przygotować tak, jak byśmy chcieli.
  2. Każdy wysiłek w to włożony jest wart zachodu.
  3. Każdy poród wygląda inaczej.
  4. W każdym szpitalu może się zdarzyć coś, co nam się nie podoba.
  5. Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, więc lepiej skupmy się na tych, na które wpłynąć możemy, a resztę po prostu zaakceptujmy, nie rozkładając jej na czynniki pierwsze i nie spekulując, co by było gdyby.
  6. Kiedy potrzebujemy, prośmy o pomoc.
  7. Nie znasz dnia ani godziny.
  8. Bez względu na wszystko i tak pokochasz to dziecko.
  9. Oksymorony okołoporodowe są nimi tylko po części.
  10. Gdzie Ci mężczyźni???