Okruchy wspomnień i przygotowanie do roczku

Dokładnie rok temu była data, kiedy to Zosia miała się pojawić na świecie – mówi się na to planowany termin porodu (planowany to słowo klucz – Przemek). Ja kulałam się coraz wolniej i coraz wolniej, Przemysław chodził przede mną praktycznie tip-topami, a ja wciąż powtarzałam: co tak pędzisz? 😉 Mój brzuch był jakby inną planetą, będącą w trakcie wytwarzania się. Poza tym czułam się jednak świetnie: gotowałam, sprzątałam, szyłam i uczyłam się. Ba! Ja nawet tydzień później w piątek zastanawiałam się, czy by czasem nie jechać następnego dnia na zajęcia na uczelni i gdyby nie protesty teściów i męża, pewnie bym pojechała. Mimo wszystko ta pamiętna sobota rozwinęła się bardzo naukowo – jednak głównym przedmiotem była anatomia i wytrzymałość. Tyle wspomnień, kontynuację możecie znaleźć tutaj (a z perspektywy ojca tutaj).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Od tego czasu minął rok, więc nietrudno się domyślić, ze przygotowujemy się do roczku. To wielkie przedsięwzięcie dla tak malej osóbki, która zmieniła tak dużo. Zosia jest cudownym dzieckiem (no, większego banału już naprawdę się nie dało ;)), nie potrafię jednak zbytnio się tym dzielić, żeby nie zanudzać. Nie chce mi się nikomu mówić, jaka to jest śliczna czy zdolna – wolę pokazać zdjęcia, bądź nią samą. Cieszę się ze wszystkiego: jak owoc naszej miłości przybrał ludzkich kształtów, powoli zaczyna się uczyć chodzić… od 29.11.2014 poznałam, jak bardzo miłość może być namacalna. No i znowu te wspomnienia..

Jak już mówiłam, zbliża się roczek – mimo oznak czułości, widocznych powyżej, jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy dla niej stoję mocno na ziemi, nie zamierzam zadłużać się z racji urodzinek. Na odważnie powiem, że zamierzam zrobić je tanio, gdyż wole za te pieniądze kupić jej… no właśnie nie, nie słodkie ubranka, których ma pełną szafę, nie kolejną zabawkę, która będzie nowym elementem do potykania się, której nasza stopa jeszcze nie zna, będzie wiec miłą odmianą 😉 nie, nawet nie książeczkę (przykro mi, Przemysławie), ale czas, który postanawiam jeszcze z nią spędzić.

Dobra, bo miało być o roczku. Zdecydowaliśmy się na domową imprezę kawowo-kolacyjną, po oczywistej oczywistości, jaką dla nas jest Msza święta. Nie będę nikogo do tego przekonywać – każdy decyduje sam, co jest dla niego i jego dziecka najlepsze. Był jednak chrzest, będzie Komunia Święta, pomiędzy tym mamy kilka urodzinek, które również zamierzamy świętować razem z Nim.

bosco07

Kawa + ciasto

Chcę, aby wszyscy – a przede wszystkim Zosia – jedli jak najwięcej z tego, co pojawi się na stole.

Dlatego zdecydowałam się na najprostsze, co może być w formie tortu, czyli biszkopt przełożony dżemem (własnej roboty, oczywiście). Gdyby ktoś był zainteresowany, mogę dostarczyć przepisy 😉 Oprócz tego zamierzam zrobić francuskie ciasteczka z dżemem i zlecić… a no własnie, bo zapomniałam wspomnieć, że zadania postanawiam podzielić. Ponieważ wyszłam z założenia, że skoro dla wszystkich, których zapraszam, ten dzień będzie także wyjątkowy i skoro Zosia jest dla kogoś ważną osobą, to ów ktoś nie powinien się obrazić poproszony o pomoc. Wiem, może trochę kontrowersyjne – ale czy nie tak powinno być w rodzinie? 😉 Dlatego moja kochana mama (nie, ona nie czyta tego bloga, nie słodzę jej, żeby się podlizać, czy żeby zrobiło jej się miło, tylko tak sobie :)) przyjeżdżającą ze Śląska sama zaproponowała, co może zrobić, mianowicie jej standardowe, najprostsze na świecie, domowe, uwielbiane przez wszystkie dzieci (i nie tylko) kruche ciasteczka zrobione maszynką. Już się zrobiło słodko ? To dodam do tego 3 Bit (nie, nie podam tego Zosi, jakby ktoś chciał zapytać), do tego jeszcze – jeśli ciocia wyrazi chęci i będzie miała czas, bo u studentów to nie zawsze idzie w parze – będą jeszcze jakieś ciastka albo muffinki, ale to już jej tajemnica jak na razie;)

Kolacja

Trwając przy zasadzie „wszystko dla wszystkich”, zamierzam upiec swój chleb, a także zrobić pieczeń ze śliwką, tak żeby nasza Mała Mi miała coś, czym może się najeść, a nie tylko na to popatrzeć. Kontynuując zwyczaj delegacji zadań, sałatkami zajmie się teściowa, u której odbędzie się impreza (to też ich dobrowolna propozycja, z której chętnie, ale i z niekłamaną wdzięcznością skorzystaliśmy). Będzie nieśmiertelna sałatka warzywna i niezawodny gyros. Zawsze pomocny teść zrobi platery, a mąż czyli Tatuś będzie odpowiedzialny za zakupy. Oprócz tego znowu coś dla wszystkich, czyli ogórki, pomidory, rzodkiewki, oliwki, a także coś na ciepło, czyli kiełbaski i mój żurek.

WP_20151122_10_16_31_Pro

Dekoracje

Pierwsze urodziny, jak wszystko, co dzieje się po raz pierwszy, są jednak trochę niezwykle. Dlatego też na rynku znajdziemy mnóstwo dodatków dedykowanych specjalnie na tę okazję. Od standardowych i przydatnych balonów, na które się skusiliśmy, po talerzyki, czapeczki, serwetki czy obrusy nawet. Od ich cen może jednak rozboleć głowa, nie mówiąc już od bólu naszego portfela. Dużo jednak przy odrobinie czasu i wyobraźni można wykonać samodzielnie – tak, na razie lepiej, żeby roczna pociecha nam nie pomagała 😉 Nadmuchać balony, napisać „Roczek Zosi” – to naprawdę nic skomplikowanego.


(Gotowaniu też najlepiej, żeby dziecko się przyglądało ;))

To oczywiście moja prywatna wizja – jak to wyjdzie, zobaczymy za tydzień, a jeśli znajdziemy czas, z pewnością zdamy relację.

Piszę to przede wszystkim dla nas i dla Zosi, ale jeśli kogoś to jednak zainspirowało lub dodało odwagi, żeby także dobrze przygotować tę wielką uroczystość samemu, to bardzo się cieszę 🙂