Postanowienia noworoczne ≠ cele roczne

Idzie nowy rok. Pora więc zrobić postanowienia. Ano właśnie, te nieszczęsne postanowienia… Lubimy robić postanowienia, oj, lubimy… najlepiej dużo i w dodatku takich porządnych. Takich zmieniających całe nasze dotychczasowe życie, jak:

  1. Rzucę palenie.
  2. Zchudnę.
  3. Przestanę/wyrzucę/ograniczę…

Krótkie, więc konkretne, prawda?

Jak co roku wszyscy producenci wyrobów tytoniowych odnotują mniejszą sprzedaż. Na drogach może zobaczymy mniej aut. Zdrowa żywność pójdzie w górę, masło znowu podrożeje. Same superlatywy, nie ma co.  Na półkach pojawi się kolejne tryliard poradników, jak pozbyć się: kilogramów, poczucia winy, toksycznych związków, niechcianych nawyków, długów, pieniędzy (no dobra, z pieniędzmi przesadziłam) 😉

Napiszemy, zakolorujemy mazaczkami i … po trzech, pięciu, dziecięciu dniach stwierdzimy, że to w ogóle nie ma sensu, że po co to? Zrobiliśmy postanowienie, bo tak trzeba, wszyscy tak robią – a że się nie udało? To nie nasza wina, to pewnie wina postanowienia: bo za ciężkie, za trudne…  po 30 dniach lista nam się zawieruszy, a nasze życie wróci do normy, tzn. stagnacji. Wiecie, dlaczego się nie udało?

Bo to nie były postanowienia

tylko

Nic nie warte pobożne życzenia.

  1. Po pierwsze: im mniej, tym lepiej

Mamy cały rok, 12 miesięcy, 365 dni, więc wymyślamy, co to nam się nie uda stworzyć, zrobić, przerobić, zmienić w życiu. Normalnie zestaw „wybuduję dom, posadzę drzewo i spłodzę syna” się chowa.

Lepiej stworzyć dwa/trzy konkretne cele, niż 10-20, a co mi tam, może tyle, ile mam lat? To droga prowadząca do osiągnięcia niewiele. Skąd wiem? Bo sama tak kiedyś robiłam.

  1. Postanowienia muszą być smartne

Kiedyś na studiach, ale coraz częściej już w liceum, uczniowie dowiadują się, co to znaczy Smart – i nie chodzi tu o tę imitację auta dla dzieciaków.

– specific – skonkretyzowany

– measurable – mierzalny

A -achiaveble , ambition – osiągalny, ambitny

R – realistic – realny

T – time bound – określony w czasie

A więc cel powinien był konkretny, mierzalny, ambitny, ale realny i przede wszystkim określony w czasie.

Wszystko pięknie, ale jak to zastosować w praktyce? Poniżej kilka przykładów, aby to dobrze zobrazować:

  • Wezmę udział w biegu na 5/7/10/21/42 km, który odbędzie się….

Z roku na rok w coraz większej liczbie miast organizowane są biegi. Osoba, która chce biegać (nieważne, czy dopiero zacząć trenować, czy po prostu dalej uprawiać ten sport) najlepiej, żeby jako cel miała konkretny bieg. To nie musi być maraton, nie ma sensu porywać się z motyką na słońce. Coraz więcej jednak jest takich imprez, gdzie przy okazji jakieś organizowane są biegi, czasem mające szczytny cel poza oczywista promocją profilaktyki zdrowia (jak choćby Bieg Niepodległości, Bieg Mikołajowy, Parkrun… ). Konkretny cel z konkretną data motywują do przygotowania, które wywoła działanie, na którym nam zależy – jak na przykład często wypisywane „Zacznę biegać, będę się więcej ruszać”.

  • Do xx.2018 roku uzyskam wagę xx kilogramów

Zrzucę parę kilogramów, czyli ile? Schudnę, czyli co zrobię? Konkretne i mierzalne. Nie ma chyba nic bardziej konkretnego niż liczby w połączeniu z datami.  Cel powinien być na tyle daleki, aby był osiągalny i na tyle bliski, aby był realny.

  • Przeczytam 52 książki do końca roku

O trwającej już kilka lat akcji „52 książki” możecie przeczytać np. tutaj. Ja co roku biorę w niej udział, od 3 lat mi się to udaje. W zeszłym roku udało mi się rzutem na taśmę przesłuchać w ostatnich dniach grudnia „Opowieść wigilijną” Dickensa. Będąc matką małych dzieci to trudne, a jednocześnie wcale nie (nie, nie liczę kartonowych książeczek, które wielokrotnie przerzucam w ciągu tygodnia). Moje ręce są zajęte przez pranie, gotowanie, sprzątanie, podnoszenie dzieci i ich zabawek, ale mój umysł – kiedy nie odpowiada na setki pytań „a dlaczego…”? – odpoczywa. Każdego dnia udaje mi się znaleźć chwilę, żeby słuchać audiobooków. Lubię? Nie lubię? Przekonałam się do tego, i już. Jeśli książka jest ciekawa, a lektor czyta z pasją, to jak dla mnie lepiej, niż gdybym miała to sama czytać. Dzięki temu jestem na bieżąco z Mrozem – mimo że tylko jedną jego książkę faktycznie przeczytałam w dosłownym tego słowa znaczeniu (męczyłam ją niemiłosiernie ponad dwa tygodnie).

Jeśli jednak wiemy, że to dla nas nierealne, to liczba może być mniejsza. Każdy cel dostosowujemy do własnych możliwości.

  • Uzyskam certyfikat z języka obcego

No i tu akurat nie ma co się rozwodzić – wiadomo, jaki jest cel. Pozostaje tylko umiejscowić go w czasie i wziąć się do nauki 😉

  1. Postanowienia muszą być pozytywne

Nie można budować postanowienia na zasadzie zaprzeczenia, typu „nie będę palił / nie będę pił / nie będę jadł śmieciowego jedzenia”, a nawet „nie będę jadł słodyczy”, jakiekolwiek popieram, a jednocześnie nie popieram. Lepsze są stwierdzenia nie zawierające „nie”, jak:

– Ostatniego papierosa zapalę dnia…

– Od dnia … będę jadł tylko domowe (a nie kupne) fast foody

– W miesiącach x,y i z będę jadł tylko to, co sam upiekę, ugotuję, przygotuję…

  1. Postanowienie musi być dla nas atrakcyjne

Chcesz się więcej ruszać, ale to czego najbardziej nie cierpisz, to podbiegać do autobusu, więc jako postanowienie noworoczne wybierasz… Co? No oczywiście, że bieganie! Przecież teraz wszyscy biegają – niektórzy nawet wymiennie stosują słowa ruch i bieganie.

Mimo że uwielbiam biegać i biegam obecnie już regularnie, wiem, że są ludzie, którzy nie biegają, czują się z tym doskonale, a ja mogłabym im tylko pozazdrościć sylwetki i kondycji. Jeśli postanowienie nie będzie dla nas atrakcyjne, bardzo szybko przestanie być naszym postanowieniem. Dlatego najpierw wybieramy obszar, a następnie sposób dotarcia.

Nasze „chcę się wiecej ruszać” może przybrać formę:

– wezmę udział w biegu X

– do końca maja będę spędzał godzinę na siłowni dwa razy w tygodniu

– wezmę udział w konkursie jazdy na rowerze…

Nasza „nauka języka obcego” zależy m.in. od stopnia naszego zaawansowania tj. znajomości tego języka.

– Zdam maturę z angielskiego na 75 %

– uzyskam certyfikat FCE (lub jakikolwiek inny)

– opanuję czasy i X słówek do dnia xx.xx.2018r.

  1. Nie na cały rok

No ale… jak to, skoro to postanowienie noworoczne? No właśnie – na nowy rok. Ale aura nowego roku mija gdzieś w połowie roku i nowy rok zaczyna być starym, dlatego dobrze jest robić postanowienia do połowy roku( pomijam tu z oczywistych względów takie postanowienia, cele, zadania, jak: ślub, poród, ukończenie studiów, 52 książki).

Oczywiście nikomu nie każę się z tym zgadzać – to tylko moje przemyślenia na temat postanowień (a raczej celów) do osiągnięcia w danym roku. Moje podejśie pozwala mi osiągać to, co sobie zamierzam. Jeśli się nie udaje, to znaczy, że planując byłam – co tu dużo kryć – zbyt próżna, bo przeceniłam swoje możliwości, chciałam zbyt dużo naraz.

Nie zakładając niczego nie znaczy, że niczego nie osiągniemy – ale skąd będziemy o tym wiedzieć? Zakładając zbyt wiele, możemy osiągnąć więcej, ale możemy nie mieć siły się z tego cieszyć.

(Źródło grafiki: loipinel.fr)