Przygotowanie do połogu

Co tam ja mogę wiedzieć o połogu??? Ani ze mnie doula, ani położna czy ginekolog. Macierzyński staż króciutki, a i dzieci dopiero niecałe trzy 😉 A jednak coś tam wiem i się wypowiem. Artykuł jest moim subiektywnym spojrzeniem na tę kwestię, napisany w nieco humorystyczny sposób, aby choć trochę osłodzić jego gorzki ból. Bo boleć będzie na pewno. Wpis nie może być traktowany jako prawda objawiona przed, po czy w trakcie, z jakimikolwiek problemami fizycznymi i psychicznymi  należy skonsultować się z lekarzem.

Co to jest połóg?

Połóg to w przypadku porodu siłami naturalnymi okres przynajmniej 6 tygodni, a przy cięciu cesarskim 12 tygodni po porodzie pełnych huśtawki nastrojów, a bardziej realnie wszystkich atrakcji wesołego miasteczka z rollercoasterem włącznie. Nie jestem lekarzem, więc na temat medycznych objawów nie będę się wypowiadać – dobrej jakości realne informacje znajdziecie na mataja.pl  i u mamyginekolog. Linki z informacjami, którymi ja się wspierałam przy poprzednich porodach:

  1. Bezpośrednio po porodzie [KLIK]
  2. Kiedy wrócisz do domu – co dalej? [KLIK]
  3. Połóg okiem ginekologa [KLIK]
  4. Jak to jest po ciąży? [KLIK]

Wspomnę tylko, że to ten czas baby bluesa, ciągłego nieogaru, małej ilości snu, zmęczenia.  Nie zaczęło się radośnie, bo przykro mi, ale dla większości matek czas po porodzie wcale radosny nie jest, w każdym razie jest to radość często przez łzy – na pocieszenie jednak powiem, że uważam, że można troszkę zminimalizować przykrości i smutki.

Czy da się przygotować do połogu?

No właśnie: czy można?

I tak, i nie. Tak, ponieważ drobnymi kroczkami i małymi rzeczami można zminimalizować powody frustracji. I nie, ponieważ i tak nie wiadomo, jak to do końca będzie. Jak zareaguje nasze ciało, jak będzie z nami współgrało maleństwo, jak będzie wymagające. Możemy jednak zrobić bardzo dużo.

To mój już trzeci poród, a potem połóg i boje się tak samo, jak za każdym razem, jednak wspominając poprzednie, przewiduję, planuję, przygotowuję… Co? Jak? Zobaczcie sami.

1. Rodzina

Najważniejsza jest rodzina (dla mnie) i choć to przygotowanie najbardziej intensywne odkładam na sam koniec, jest chyba najważniejsze. Moja najbliższa rodzina to mąż i dwójka małych dzieci: Zosia 3,5 roku i Mikołaj 1,5 rż. Dzieciom, choć głównie  Zosi, opowiadam, jak to będzie – że kiedy wrócę z dzidzią, będę bardzo zmęczona, będę troszkę smutna. Mężowi jakoś miesiąc przed wysyłam artykuły o połogu, o baby bluesie, które najpierw sama czytałam, doinformowując się, żeby sobie przypomniał, co to i z czym to się je. Pytam, czy  przeczytał, czy chce o coś zapytać, czasem o tym rozmawiamy.  Choć nie rozumie, wie, że będę go potrzebować, wie, że ma pytać, przytulać i nie brać do siebie pretensji wypowiedzianych w tych pierwszych tygodniach. Dalsza rodzina wie, że ma nie przyjeżdżać, że wolę pisać esemesy zamiast rozmawiać przez telefon, a buforem między nami jest mąż – do niego więc wszyscy będą walić telefonem, facebookiem i całą resztą. Wiedzą, bo już ich tego nauczyłam. Zastanów się, czy raczej będziesz chciała spokoju, spędzonego z domownikami, czy raczej będziesz chciała odreagować, spotkać innych dorosłych ludzi, którzy niekoniecznie czegoś od ciebie chcą w każdej sekundzie. Ludzie są różni, nie oceniajmy, rozmawiajmy – prosta i szczera rozmowa o oczekiwaniach może wiele pomóc.

2. Zapasy

Uwierzcie mi na słowo: brak waflów ryżowych dla kobiety w połogu może doprowadzić do poważnej katastrofy i jawić się jako apokalipsa, kiedy tylko na to ma ochotę danego dnia. Dlatego przed porodem robimy zapasy przez duże „Z” tego, czego się da, aby po pierwsze w pierwszych dniach nie musieć przejmować się takimi pierdołami, jak skończony płyn do płukania, ulubiony makaron czy flipsy dla starszaków, a po drugie – żeby zwiększyć komfort psychiczny u  matki,  „w razie czego”, to jesteśmy przygotowani… na wojnę prawie, ale to nic. Kto nie przeżył, może nie zrozumieć – to niby nie jest priorytetowa rzecz, ale to kolejna drobna rzecz, minimalizująca płacz o byle co.

3. Telefony

„Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń”… O tak mamy nadzieję i marzymy, że będzie jak najlepiej, że się wszystko ułoży, ale przygotowujemy się na najgorsze. Co może pójść nie tak, nie będę wyliczać.  Nie jesteśmy  jednak ekspertami od wszystkiego i choć dla niektórych mam to trudne, czasem warto – a nawet trzeba – poprosić innych o pomoc.

Doradca laktacyjny – przeczytałaś już wszystko o kp, znasz pozycje, wiesz, że możesz jeść wszystko (wszak #karmiejemwszystko) i że wskazane jest, by dużo pić.  Na nawał kapusta, na brak prolaktan i częste przystawianie, a jednak jakoś karmienie Wam nie idzie? Co wtedy? Wtedy pora na telefon do Doradcy laktacyjnego. Kiedy dziecko lub dzieci krzyczą, brodawki krwawią, a ty nic nie widzisz na ekranie telefonu, przez lecące niczym Niagara łzy, szukanie najbliższego doradcy laktacyjnego jest bardzo kiepskim pomysłem. Przed porodem to jakieś 15 minut klikania. Nie musisz się z nikim umawiać, bo w końcu nie wiesz, jak będzie, warto jednak, żebyś miała numer lub kilka do osób w twojej okolicy. I tak, wiem, że w większym mieście o to łatwiej…

Położna

Położna jest w naszym państwie darmową opcją każdej kobiety w ciąży. Od 4 do 6 wizyt patronażowych. Może przyjść już przed porodem, spisać odpowiednie informacje, porozmawiać przygotować. W szpitalu przy wypisie i tak Cię o nią zapytają, potem może być także potrzebna, np. do zdjęcia szwów czy obejrzenia rany po cięciu. Ja choć szukałam ich już przed niestety zawsze miałam pecha do położnych – pierwsza zabroniła mi jeść większość rzeczy, bo była z pokolenia wierzących w mit matki karmiącej, druga przyszła raz, potem wysłała koleżankę i dalej się nie kontaktowała. Ale i tym razem nie wyobrażam sobie, żeby przed porodem tego nie załatwić – a nuż widelec teraz będzie inaczej? Telefon do położnej i zadeklarowanie jest kolejnym odhaczonym punktem na mojej liście rzeczy, którymi nie będę się martwiła w czasie połogu.

Przyjaciółka

Niektórzy mają wiele przyjaciół, z którymi regularnie się spotykają i rozmawiają, inni mają jedna/dwie takie zaufane osoby. Naokoło pewnie wszyscy wiedzą, że jesteś w ciąży – warto jednak jedną z tych bliskich Ci osób zapytać, czy możesz do nich zadzwonić tak w dzień, jak i w nocy, prosząc o wsparcie. Jeśli nie masz takiej osoby, to są telefony zaufania – tam zawsze ktoś siedzi na linii i nawet jeśli nie pomoże, to wysłucha. Ważne, żeby był to ktoś inny niż mąż. Być może nie będziesz jedną z tych osób,  które potrzebują powiedzieć, że je boli o 3 w nocy, ale świadomość, że możesz to zrobić, naprawdę dużo daje.  Załatwienie tego przed porodem jest kolejną małą rzeczą, która minimalizuje możliwość wpadnięcia w depresję poporodową.

Pediatra

Nawet, jeśli dziecko jest zdrowe, wkrótce będzie potrzebować szczepień, lekarza. Warto jeszcze przed porodem zorientować się, gdzie jest najbliższa przychodnia z pediatrą. Możesz zapytać położnej, jeśli działa w Twoim rejonie. Możesz zapytać swojego lekarza rodzinnego. Prędzej czy później i tak będziesz się musiała tym zająć – zapewniam, że lepiej przed.

Najbliższa tania restauracja/jadłodajnia

Dalej będzie jeszcze całkiem sporo o jedzeniu i o tym, że tę kwestię warto przygotować, ale mimo wszystko warto wiedzieć, gdzie w okolicy można w miarę tanio i smacznie zjeść, bo połóg nie jest dobrym czasem na research a’la Magda Gessler.

4. Papierkologia urzędowa

Po porodzie trzeba to dziecko – że tak powiem – zalegalizować. Urząd chce się dowiedzieć, że ma nowego obywatela – czytaj: niezmiernie cieszy się, że pojawił się nowy człowiek, od którego wkrótce może pobierać podatki. Musi dostać swój numerek (PESEL). Jeśli interesuje Cię otrzymanie pieniędzy, to tak, taki mały człowiek może wygenerować nie tylko koszty, ale także przychody. Wiele więcej Wam nie powiem, ponieważ u nas już w czasie ciąży ustaliliśmy, że tym zajmie się mąż. Takie listy gdzie się kiedy udać, można znaleźć w internecie.

5. Zakupy online

Zrobiłaś zapasy, ale owoce, warzywa, pieczywo lub jednak ten nieszczęsny płyn do płukania trzeba kupić. Możesz wysłać męża, kiedy jeszcze jest z Wami w domu, możesz wyjść sama, możesz też zamówić zakupy przez Internet. Kilka dużych sklepów ma opcje dowozu do klienta. Warto wiedzieć wcześniej gdzie za ile, my mamy nawet stworzoną listę podstawowych produktów.

6. Jedzenie

Ja lubię jeść, ja kocham jeść. Nasłuchałam się dosyć o ryżu i marchewce, jedzonych na zmianę z ryżem i marchewką  z racji wyimaginowanej diety matki karmiącej (ale nie będę się wypowiadać, ponieważ mamy w Polsce eksperta  już odesłałam was do linku, tam znajdziecie potrzebne informacje). Dużo mam praktykuje dietę w skrócie określaną przeze mnie jako kanapową, żyjąc na kanapkach, parówkach i innych takich jedzonych po porodzie, bo nie ma czasu, bo nie ma siły. Nie zrozumcie mnie źle – i ryż i marchewkę jadam, całkiem  to dobre i w miarę zdrowe, parówki czy kanapki też goszczą na moim talerzu od czasu do czasu, a raczej znikają z niego w szybkim tempie, ale gdyby ryż z marchewką miały się zamieniać na parówkę i kanapki, chyba bym umarła po… nie, wolę nie sprawdzać, po jakim czasie.  Poza tym w tym trudnym okresie potrzeba różnorodnej diety. Po dłuuugim czasie bycia mieszkaniem i żywicielem lokator, który w pełni korzystał z opcji all inclusive zostawił po sobie – delikatnie rzecz ujmując – małe spustoszenie w lokalu, który zajmował. Wiem, że będę oddychać z ulgą po wyprowadzce, ale jeszcze trzeba będzie uzupełnić mocno uszczuplone zapasy, a ryżowi i parówkom trochę to zajmie.  Nie stać mnie także na zaserwowanie mojej rodzinie w pełni zbilansowanej diety pudełkowej , dopóki ja się nie pozbieram i nie zacznę gotować – a kiedy się pozbieram i ogarnę po trzecim porodzie, tego nie wie nikt. Nie mam też wykupionej opcji bez limitu pt. obiad-teściowa i choć teściowa na pewno mnie wesprze w pierwszych dniach, to ma też swoje życie i gotowanie jak dla armii przez kilka dni/tygodni raczej nie plasuje się zbyt wysoko wśród jej marzeń i ambicji życiowych. Dlatego już przed porodem przygotowuję sobie obiady lub ich elementy składowe, aby potem móc tylko podgrzać i zjeść. Uwierzcie mi – usmażenie paru kotletów dla kobiety w połogu naprawdę może być szczytem osiągnięć. Jak to zrobić, żeby to wszystko nie biegało samo po talerzu za te parę tygodni? Ano robię to obecnie i MROŻĘ. Zamrażarka to największe osiągnięcie naukowe z perspektywy większości mam. Obecnie +/-30 dni przed datą porodu toczę się po kuchni, krojąc warzywa, mięso i wrzucając do garnka, tworząc potrawy na dany dzień w za dużej ilości, by to, co zostanie, włożyć do pojemnika i schować do zamrażarki.  Co mrożę? Leczo, potrawkę  z kurczaka, gołąbki, spaghetti bolognese, mielone kotlety rybne… Odkryłam to po pierwszym porodzie i będę kontynuować przy każdym.

7. Sprzątanie generalne

W połogu bałagan może Cię w ogóle nie ruszać, jak mnie za pierwszym razem, bądź też baaaardzo wkurzać, jak mnie za drugim razem. Co pięknie obrazuje, jak różnie może to być. Jeśli możesz sobie na to pozwolić, dobrze się czujesz, dobrze jest w końcówce ciąży dobrze posprzątać (tylko nie rób tego sama), najlepiej wraz z mężem, pokazując mu – jeśli jeszcze tego nie wie – gdzie co jest i jak działa (odkurzacz, szmatki, gąbki i płyny, aby potem płynem do szyb nie umył drewnianego parkietu). Niektórych rzeczy może warto się pozbyć, by przygotować kącik do karmienia. Jeśli Cię stać, to zapłać komuś, albo poproś o pomoc siostrę, teściową, przyjaciółkę. Może niektórym wyda się to kontrowersyjne – kazać ciężarówce sprzątać , jest też opcja nadzoru sprzątania, ale mnie to bardzo pomaga. Ten punkt nie należy tu do priorytetów, ale brud i bałagan może być właśnie tym gwoździem do trumny i kroplą, która przeleje czarę frustracji. Brudzić się będzie i tak, więc to z jednej strony syzyfowa praca, ale jednak takie przedporodowe sprzątanie wraz z mężem może Was zbliżyć, a może nawet wywołać poród – w tej końcówce ciąży, kiedy każdy kolejny dzień się dłuży, sprzątańsko może być bardzo dobrym pomysłem.

8. Przyjemności

Na koniec trik z gwiazdką, którego nie pochwalam, ale z którym w tym okresie nie walczę. Przed porodem gromadzę rzeczy, które sprawiają mi przyjemność – należą do nich słodycze, gry na komórce, które odmóżdżają, książki, robótka, kolorowanka. Coś, abyś nie zapomniała, że jesteś nie tylko matką. Coś, co pomoże Ci przetrwać, zebrać się w sobie, zrelaksować.

9. Wiedza

I jeszcze coś, co powinno być na początku, ale wydawało mi się tak oczywiste, że początkowo o tym zapomniałam – a mianowicie wiedza. Im więcej wiesz o połogu, tym czujesz się bezpieczniej, pewniej. Do kiedy odchodzą upławy, czemu będziesz się tak pocić, czego Ci nie wolno, kiedy zwrócić się do lekarza, czy to jeszcze fizjologiczne czy należy to skonsultować z lekarzem lub położną. Obszerna wiedza może Cię nieco przestraszyć, ale kiedy przerobisz to w sobie ze świadomością, że wcale tak nie musi być, będzie Ci znacznie łatwiej.

10. Nie czytaj forów

A już naprawdę ostatnie i czasem może najważniejsze – nie czytaj forów internetowych!!! Błagam!!! Jeśli ktoś podpisuje się nastka69 lub klaudynka90, nie wiesz, kto jest po drugiej stronie. Może to być jakaś naprawdę Natalia lub Klaudia, a może to być jakiś Seba z Koziej Wólki, który nabija się Twoim kosztem. Rzetelne dane, informacje osób, które są znane nie z tego, że są znane, ale z tego, że przepracowały ileś lat w zawodzie, naprawdę wiele zmieniają.

Osobiście polecam:
Mataja
Hafija
Mama ginekolog
Zapytaj położną
Mama lekarz

Dziewczyny robią dużo dobrego, wiedza jest aktualna, wszystkie matki wiedzą, co prawią.


To tyle aż tyle i tylko tyle.

Jeśli masz jakieś swoje sposoby na połóg – zostaw komentarz, z chęcią poczytam J

Powodzenia!