Rodzina jest jak firma, czyli kilka słów o budżecie domowym

W zasadzie rzadko kiedy patrzymy na siebie z tej perspektywy, ale trochę prawdy jest w zawartym w tytule wpisu stwierdzeniu, że rodzina jest jak firma. Zarabia pieniądze, ale i je wydaje. Inwestuje – choćby w edukację. Produkuje – nie tyle dzieci (choć de facto to przyszli podatnicy i państwo powinno być wdzięczne), co wspomnienia, doświadczenia, emocje… Dużo by można jeszcze metaforycznych lub dosłownych odniesień powypisywać, ale pewne jest jedno: podobnie jak w firmie budżet musi się spinać i najlepiej wychodzić na plus, tak i w domu nasz budżet domowy powinien wykazywać jak najlepszą organizację i saldo dodatnie. A to już nie jest takie oczywiste.

Przyznam szczerze:

Dość długo zajęło nam dojście do tej prawdy. Sześć lat i kwartał – i to tylko, jeśli liczyć od dnia ślubu, a przecież powinniśmy wiedzieć o tym dużo wcześniej. Bo powinniśmy, prawda?

W listopadzie 2018 podjęliśmy się zadania, które wydawało mi się nieco karkołomne, bo i kilka mniejszych lub większych prób przed laty było, i za każdym razem polegliśmy na prostej startowej. Zaczęliśmy spisywać nasze wydatki. A w zasadzie nie tylko – bo budżet domowy to coś więcej niż skanowanie paragonów, które poza eksploatacją skanera i marnowaniem naszego czasu innych efektów nie daje.

Mądrze zrobiony budżet domowy

Nie tylko zawiera wykaz wszystkich naszych wydatków, najlepiej podzielonych na kategorie (rachunki, rozrywka, jedzenie, transport, zdrowie, sport, cokolwiek innego), ale także uwzględnia nasze dochody z wszystkich możliwych źródeł oraz – PRZEDE WSZYSTKIM – pozwala rozplanować, ile pieniędzy zamierzamy wydać na te konkretne cele, a ile… zaoszczędzić. Tak. Właśnie tak – jeśli nie zaplanujemy, że cokolwiek oszczędzimy, trudno nam to będzie uczynić i to chyba najbardziej prozaiczny powód, dla którego Polacy mają problem z oszczędzaniem. Nie przywykliśmy do planowania.

Powiem więcej:

Nie tyle nie przywykliśmy, bo przywyknąć można nawet do czynności nudnych, żmudnych i bolesnych (jak rozliczanie PIT-ów, wizyty u dentysty czy przegląd auta), co właściwie nikt nas nigdy nie nauczył, jak należy obchodzić się z pieniędzmi. Owszem, jest w szkołach przedmiot o nazwie „Podstawy przedsiębiorczości”, ale w praktyce w większości przypadków oferowana przez nauczyciela treść niewiele wnosi w życie młodego człowieka, a już tym bardziej niczego go nie uczy. Sam z wypełniania PIT-ów i CIT-ów na lekcji w liceum dostałem dwójkę, a obecnie coroczne rozliczenie ze skarbówką dwóch osób (tj. mnie i Basi) zajmuje mi jakieś dwadzieścia minut. I ani trochę nie boli!

Wracając jednak do budżetu…

Przez pierwszy miesiąc robiliśmy go metodą bardzo prowizoryczną, notując bez ładu i składu w Excelu wszystkie przypadki przypływów i odpływów gotówki w danym miesiącu. Z perspektywy czasu wiem, że arkusz był przeze mnie zbudowany gorzej niż źle 😉 ale najważniejsze było coś innego – wyrobienie w sobie nawyku. Obecnie jestem „chory”, jeśli danego dnia nie podsumuję naszych finansów. Rutyna. Podobno nawyk buduje się średnio przez 66 dni (a sławetne 21 to totalna ściema). Ja już po miesiącu wiedziałem, że „weszło mi to w krew” – nie wiem, jak będzie w Waszym przypadku, ale jestem pewien, że MUSICIE spróbować.

W jaki sposób?

My od grudnia korzystamy z szablonu, który swoim czytelnikom dostarcza Michał Szafrański z JakOszczedzacPieniadze.pl 🙂 Proponowana przez niego budowa budżetu jest prosta, intuicyjna, poza tym bardzo łatwo zaadaptować go do własnych warunków – a nie ukrywajmy, o wiele prościej zmodyfikować coś gotowego, niż tworzyć od zera.

Co daje budżet?

Przede wszystkim orientację w finansowym terenie, wiedzę o tym, czy (i ile) oszczędzamy w poszczególnych miesiącach. Pozwala jednak, dzięki konkretnemu skategoryzowaniu wydatków, dostrzec wszystkie miejsca, w których pieniądze przeciekają nam przez palce – czy to za duże wydatki na jedzenie na mieście, na słodycze, papierosy, alkohol, transport… I to indywidualnie w Waszym przypadku, dzięki czemu zamiast szukać wymówki, że „u nas tego problemu nie ma”, bardzo łatwo pokornie schylić głowę i zacząć szukać rozwiązania, pozwalającego w pierwszej kolejności wydawać mniej, a w drugiej – tak, właśnie tak – oszczędzać więcej.

Dlatego…

W tym nowym roku przede wszystkich zachęcam do zadbania nie tylko o swoją kondycję, ale i o kondycję finansów Waszej rodziny (lub Was samych). Ten wpis jest pierwszym traktującym o pieniądzach, ale coś czuję, że nie ostatnim – zwłaszcza, że obecnie czytana przeze mnie literatura traktuje w dużej mierze właśnie o zarabianiu, oszczędzaniu i produktywności, a to wszystko nader często idzie ze sobą w parze… 😉

PS. Tych, którzy przegapili link do szablonu budżetu domowego, odsyłam tutaj 😉
PSS. Wspominałem, że samodzielnie rozliczam PIT-y. Robię to za pomocą programu e-pity, który możecie pobrać tutaj.

Jeśli ten artykuł spodobał Ci się i uważasz, że może spodobać się (bądź pomóc) innym osobom – podeślij im go i zachęć do lektury! Możesz go także udostępnić na swoim Facebooku, Twitterze lub gdziekolwiek indziej. Niecierpliwie wypatrujemy także komentarzy, na wszystkie postaramy się odpowiedzieć 🙂

Źródło grafiki: proptiger.com