Studia a dziecko, czyli czy można pogodzić jedno z drugim

Studia są (a w każdym razie mogą być) ogromną przygodą. To, że dziecko może nią być, także wiadomo (w każdym razie rodzicom). Powinnam się teraz uczyć, ale piszę (dopóki Śpiąca Królewna pozwoli) 😉

Studiowanie i opieka na dzieckiem mogą być trudne, ale co wartościowe trudne nie jest? Każdego dnia zmagamy się z ogromną ilością decyzji do podjęcia – ta, czy zajęć się dzieckiem, czy poświęcić czas na naukę, jest tylko jedną z nich. Czasami to ono wybiera, nie pozwalając mi poświęcić ani chwilki na jakiekkolwiek inne zadanie, czasami to ja wybieram i wybieram właśnie Ją – chwilę na przytulenie, pogłaskanie, pokołysanie. Obecnie już nie wyobrażam sobie życia bez dziecka (wiem, gada tak każda matka) i gdybym miała wybierać pomiędzy wybrałabym Zosię (tak też gada każda matka), ale cieszę się, że mogę to pogodzić.

Jak wygląda moje studiowanie z Zosią? Jestem zdania, że dosyć komfortowo, choć rozkłada się na kilka kwestii podzielonych na dwa działy:

A. Kiedy mnie nie ma:

1. Po pierwsze Mleko!

Jako matka – nie oszukujmy się – oprócz wszystkich cudownych frazesów, że u mamy najlepiej, z czym ja się oczywiście zgadzam (lecz moim zdaniem wynika to z faktu, że spędza ona z dzieckiem największą ilość czasu, ale o tym szerzej dalej), jestem przede wszystkim źródłem pożywienia. Początkowo Zosia nie odczuwała tak bardzo różnicy między piersią a butelką, w której też było mleko z piersi. Pierwsze zjazdy więc spędzała w miarę spokojnie, a jeśli marudziła, to na pewno z pełnym brzuszkiem. Po drugim miesiącu zorientowała się w różnicy ciało-plastik i na sam widok butelki buzia układała się w podkówkę. Po kilku próbach kubeczkowo-łyżeczkowych różnej maści, koloru i kształtu ten problem rozwiązaliśmy przez strzykawkę – taki aplikator do podawania leków. Karmienie trwa wprawdzie dłużej i pewnie nie jest przyjemne dla żadnej ze stron, ale lepsza taka alternatywa niż żadna.

11146173_854471384619192_1333456180_n

Laktacja

Karmiąc na co dzień kilka razy dziennie nie da się jednego dnia zrobić przerwy, w ogóle tego nie odczuwając. Nie można powiedzieć organizmowi „Halo, dzisiaj idę na studia, nie wytwarzamy mleka, będzie potrzebne dopiero wieczorem, a do standardowej produkcji wracamy w poniedziałek”. Każda matka wie, że po określonym czasie piersi domagają się opróżnienia i jeśli im nie pomożemy, zrobią to same mocząc nam wszystko w co jestem ubrana. Konieczny był laktator, jak również codzienne korzystanie z niego, żeby zgromadzić mleko potrzebne na zjazd co dwa tygodnie. Co do laktatora, to nie jestem ekspertem – wiedziałam, że potrzebuję go tylko na te parę miesięcy, więc wybrałam w miarę tani, ręczny, wraz z butelką i pojemniczkami. Ot, nic specjalnego i nie o nim jest ten wpis, więc pominę szczegóły – ważne, żeby działał w każdych warunkach i nie wymagał prądu, którego przeważnie nie ma w studenckich toaletach.

Karmienie na wydziale

No przecież, że nie w toalecie! Czasami mąż lub teściowie przywożą mi dziecko, jednak nigdy, przenigdy nie poszłam i nigdy, przenigdy nie pójdę do łazienki nakarmić dziecko. Dlaczego? A który student/studentka/wykładowca/doktorant/pani z dziekanatu czy pani sprzątaczka wypakowuje kanapkę/banana/kawę i idzie skonsumować ją zamknięta w kabinie, siedząc wygodnie na muszli w ciszy i spokoju? A i to nie zawsze. Nikt – niech więc i ode mnie nikt tego nie oczekuję. Karmię na mniej zaludnionych korytarzach lub w samochodzie. Kogo taki widok brzydzi lub rani jego poczucie estetyki, niech się odwróci i basta.

2. Opieka

Jak już wspomniałam, mamusia najlepsza. Najlepiej wie i najszybciej wie, jak, co i kiedy potrzeba. Ale no specyficzna by to była mama, gdyby nie wiedziała, skoro przez pierwsze tygodnie spędza z dzieckiem 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu? (Matka wie najlepiej ze wszystkich, ale i tak czasami błądzi jak każdy, także ja). Ojciec jednak, jeśli go ta idealna matka dopuści, potrafi PRAWIE tak samo dobrze zareagować, odczytać, przytulić, zabawić jak matka. Prawie (szczególnie to dużymi literami) zauważa tylko matka no i może jeszcze dotyczyć karmienia jeśli jest na piersi jak w moim przypadku. Dlatego, jeśli tylko jest taka możliwość, Zosia zostaje z tatą i dobrze się razem bawią – wtedy w pełni są razem, uczą się siebie. Wiadomo, że jak każda matka wolałabym spędzać ten czasem z nimi, ale cieszę się, że mają (choć przymusowy) czas tylko dla siebie. Czasami jednak tata nie może, bo jest w pracy lub po zmianie nocnej. Z racji tego, że mamy taką możliwość, oboje jadą wtedy do dziadków, gdzie czuła babcia i energiczny dziadek, a także radosna ciocia pomagają w ogarnięciu mojego maleństwa tak, że gdyby nie to, że nikt nie ma cyca pełnego mleka, wszystko byłoby idealnie.

11156812_854465314619799_494198710_n

3. Ja bez Kruszynki?

Oczywiście, wspomniany już tryb prawie 24/7 bycia z lub w pobliżu dziecka pozostawia duże poczucie pustki (za wyjątkiem piersi, które robią coś odwrotnego, jakby nadymały się z obrażenia), kiedy się go zaprzestaje nawet na parę godzin. Co mi pomaga? Częste (no dobra, baaaardzo częste) telefony i esemesy, że wszystko gra. Nikt tego z domowników nie rozumie, ale tolerują to i jak na razie odpisują i odbierają. Dzień przed i dzień po zjeździe staramy się naładować nasze życiowe baterie, spędzając jak najwięcej czasu razem. Oprócz tego jedzenie: Polak głodny to Polak zły, marudny i nie do wytrzymania szczególnie matka zwłaszcza karmiąca. Dlatego wtedy jem dużo i często pozwalam sobie też na więcej cukru (bo mleko z odciągania w toalecie tam też ląduje, z racji niehigienicznego procesu i przetrzymania).

B. Kiedy jestem:

1. Za tydzień egzamin, a moje dziecko mnie potrzebuje!

Poprawka: potrzebuje ciepłej, spokojnej, wypoczętej mamy. Potrzebuje mleka i czułości, ponadto także obecności snu, spacerów, zabawy, kołysania, masażu… Jak wspomniałam, ma ojca, babcię, dziadka, ciocię… dlatego da się odpowiednio wszystko organizując, znaleźć czas także na naukę, robienie prezentacji, pisanie pracy magisterskiej – oczywiście nie wszystko na raz, każdego dnia. Staram się być z Zosią długo i często, staram się jednak także innym pozwolić z nią przebywać, cieszyć się, a także dawać takie małe przyjemności, jak przewinięcie Kruszynki 😉

WP_20150404_06_25_36_Pro

Opisałam to wszystko w raczej kolorowych barwach, żeby pokazać, że się da. Jednak jak każda matka, mam też momenty żeby rzucić studia, olać magisterkę, nie iść na zajęcia, nie uczyć się, wymawiając się małym dzieckiem. Wiem jednak, że potem bym tego żałowała. Żałowałabym ja, żałowałaby też moja córka, czując się winna, kiedy za parę lat zapyta: „Mamo, czemu nie skończyłaś studiów?”, a ja nie będę wiedziała, co odpowiedzieć. Oczywiście nie wszyscy mogą sobie pozwolić na równoczesne rodzicielstwo i studiowanie ze względów finansowych, zdrowotnych (siebie lub dziecka) czy też innych przeszkód. Życie podkłada większe lub mniejsze kłody pod nogi. Ja jednak studiuję, bo chcę, bo mogę, bo szkoda mi czasu i inwestycji, jaką już poniosłam w studiowaniu. Nie każę się nikomu ze mną zgadzać, opowiadam tu tylko swoją historię – dla siebie i dla rodzinki tej mojej małej, która skłoniła mnie do napisania tego. Jeśli ktoś znalazł w tym tekście coś dla siebie, to ogromnie się cieszę, gratuluję i życzę powodzenia innym mamom studentkom.

  • Angela

    Basiu – genialny tekst:) , kiedy będę miała chwilę zwątpienia – przypomnę go sobie:)
    buziaki Angela – także mama studiująca . z Grupy Basii:)