Pisaliśmy o tym już nieraz – Basia pochodzi ze Śląska, ja jestem rodowitym Poznaniokiem. I naszła mnie przedwczoraj taka myśl – jak będzie mówić Zosia?

Jestem przekonany, że podany w tytule zwrot będzie pojawiać się tylko w żartach. Dlaczego? Bo i my – wbrew pozorom – nie jesteśmy zbyt „gwarowaci”. Może po prostu tego w pełni nie dostrzegam, ale każde z nas – mam wrażenie – tylko w minimalnym stopniu operuje gwarą. Ba – sprowadza się to do takich zwrotów jak pyry czy klachać. Na palcach obu rąk można by wyliczać dalej i może nawet jakiś palec by się nam został w zapasie.

Zresztą – mówiąc do Zosi czy czytają jej bajki, używamy jak najbardziej poprawnej polszczyzny, bo w końcu tego języka stosuje się na co dzień 😉 i tak naprawdę gwara w jej życiu pojawi się pewnie dopiero w szkole, na jakiejś lekcji języka polskiego – a wówczas fakt, że jest jakoby pół-Ślązaczką zacznie stanowić atrakcję w klasie i konieczne będzie zagłębienie się w gwarę śląską. Bo prawda jest taka, że tu – w Poznaniu – chyba bardziej podniecamy się ślunskom godkom, niż naszymi naleciałościami. Bo „szneka z glancem” to już przeżytek i kiepski chwyt marketingowy, a znam parę osób, które lubią pooglądać… TV Silesia. Swoją drogą, brak nadawanego w gwarze kanału TV Pyrlandia (lub podobnego) chyba o czymś świadczy…

Jedyne co, to obawiam się, że nasza Zosia będzie – w przeciwieństwie do śląskiego kuzynostwa – zakluczać drzwi i naduszać przycisk 😉