Założę się, że w wolnych chwilach – czekając na autobus, w kolejce do lekarza, do kasy w Tesco, w tysiącach innych momentów każdego dnia, dla zabicia czasu sięgacie po smartfon. Szybki fejsik, pobuszowanie po stronach sportowych, Instagramie, grach online, czy gdzie tam jeszcze zaglądacie… I o ile owszem – czas zabiliście – o tyle niewiele wniosło to do Waszego życia. A gdyby tak zrobić cos konstruktywnego, co wymaga tylko chwili? Na przykład… Pouczyć się angielskiego?

Od jakiegoś czasu korzystamy z aplikacji Duolingo (całkowicie bezpłatna, dostępna na Windows, Android i iOS – choć nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystać z wersji przeglądarkowej – ale w tym przypadku już się nie pouczymy „w każdej wolnej chwili”, więc tylko informuję, że taka opcja też istnieje), umożliwiającej łatwe i przyjemne uczenie się języków obcych. Dla Polaków przewidziana jest wprawdzie tylko i wyłącznie nauka angielskiego, ale Ci z Was, którzy opanowali już tę sztukę, mogą skorzystać z oferty przeznaczonej dla użytkowników anglojęzycznych – a ta jest o wiele bogatsza. Skupmy się jednak na polsko-angielskim kursie.

Naukę możemy zacząć od całkowitych podstaw, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy przy którymś z „punktów kontrolnych” na tablicy z odkrywanymi kategoriami wybrali przycisk „Pójdź na skróty”, wykonali szybki test na nasza znajomość języka i wskoczyli na „swój” poziom. Ja jednak, mimo parunastu lat ciągłej nauki, postanowiłem rozpocząć kurs „od zera”, zakładając że po pierwsze – odświeżę sobie nieco zakurzoną wiedzę , po drugie – być może odkryję nieznane mi zwroty, które system zakładałby, że nie są mi obce. Efekt? Miał miejsce ten drugi przypadek – nauczyłem się zwrotu „leje jak z cebra” (gwoli ścisłości: „It rains cats and dogs”), który Wam może wydawać się oklepany, ale ja z tym idiomem spotkałem się po angielsku po raz pierwszy w życiu.

Sama nauka przypomina bardziej zabawę niż przykry obowiązek: tłumaczymy słowa, ustawiamy je w zdaniu we właściwym szyku, trenujemy nie tylko pisanie, ale i słuchamy poprawnej wymowy i zapisujemy usłyszane zdania, a za nasze sukcesy otrzymujemy punkty. Ściślej – max. 13 punktów (10 plus trzy bonusy za nieutracenie „życia”, jak w grach komputerowych) za wykonaną lekcje. Tych jest po kilka na blok tematyczny, bloków zaś aż 55, co oznacza kilkaset lekcji. I tylko od nas i naszej ambicji zależy, czy chcemy zobowiązać się (wobec programu i samego siebie) do wykonywania jednej, dwóch czy trzech lekcji dziennie – a tym samym zdobywania konkretnej liczby punktów na dobę. Takie zobowiązanie skutkuje także przypomnieniami na smartfonie, wysyłanymi przez aplikację – dzięki czemu nie ma szans, żebyśmy zapomnieli o nauce danego dnia (chyba, że celowo zignorujemy powiadomienie, ale tego już zapominaniem nazwać nie można) ;)

Aplikacja zadba także o to, byśmy powtarzali wykonane już lekcje – z biegiem czasu nasz poziom ich opanowania maleje, a my jesteśmy zachęceni do zwiększenia go, za pomocą testów przypominających słownictwo i gramatykę z danego działu.

Nie wiem, jak Wy się na to zapatrujecie, ale do nas pomysł nauki przez zabawę dosłownie w wolnej chwili bardzo przemawia. Po cichu liczymy zatem, że niebawem pojawią się kolejne kursy językowe dla Polaków (osobiście po cichu liczę na szwedzki lub norweski) oraz że i Wy postanowicie zadbać o konstruktywne i pożyteczne spędzanie wolnych chwil ;)