Lipiec, sierpień to miesiące, kiedy wszyscy wyjeżdżają na wakacje – na urlop wyjechaliśmy i my.

Spędziliśmy 17 dni w we wsi Rościnno w pewnym pałacyku. Spotkaliśmy tam wielu ciekawych ludzi, jednocześnie tak podobnych do nas, a zarazem tak różnych, dla których jednak te same priorytety mają wielkie znaczenie. Poznaliśmy ludzi starszych od nas, którzy podzielili się z nami swoim doświadczeniem, wieloma historiami ze swojego życia… i młodych, z którymi mogliśmy wymienić się spostrzeżeniami dotyczącymi świata, książek, filmów, razem pośpiewać.

WP_20150812_20_20_39_Pro

Mimo, że to niemodne, rzadko spotykane, każdy był w małżeństwie bardziej lub mniej dogadującym się, bardziej lub mniej idealnym, ale szczęśliwym; każdy miał dziecko, właściwie dzieci – bo Ci, którzy mieli jedno po prostu, więcej się jeszcze nie doczekali (w tym my ;)).

Miejsce było z pewnością spokojne, co sprzyja odpoczynkowi i wyciszeniu. Trochę odludne (dzięki czemu dzieci mogły do woli krzyczeć, tańczyć, śpiewać i jeździć na rowerze do zdarcia kolan), z niewielkim parkiem, mocno zadomowionym przez zwierzęta, dającym jednak upragniony cień w te upalne dni. Brak sklepów pozwalał na zaoszczędzenie pieniędzy w portfelu i czasu na bardziej pożyteczne rzeczy w czasie wolnym. Smaczne jedzenie w jadalni dostarczała nam magiczna winda, która zamienia puste pojemniki na ketchup w pełne – to wszystko pozwalało nam, kobietom i matkom, zapomnieć o codziennym zmartwieniu „co do gara?”.

Codzienny plan, jak dla nas – Garczyńskich (tych, którzy w niedziele robią plan na cały tydzień) – pozostawiał wieeele wolnego, ale jego istnienie było niezbędne.

Liczne wspólne spotkania pozwoliły porozmawiać na wiele istotnych tematów i posłuchać rad, przykładów codziennych zmagań innych osób. Poukładać sobie w głowie różne sprawy, przemyśleć decyzje przyszłości, przypomnieć co w życiu ważne, co warto, mimo że się nie opłaca i nie warto, choć się opłaca, a także naładować akumulatory.

Gdzie takie cuda?
Tak – byliśmy na rekolekcjach. Nie – nie jesteśmy święci.

Jeszcze raz pragniemy podziękować wszystkim, od których otrzymaliśmy wszelkie dobro (kolejność przypadkowa):
* Darek i Violetta – za transport i zarażenie ufnością oraz wiele drobnych życiowych przykładów
* Anna i Zbyszek – za transport do Poznania i zarażenie rodzinnością
* Natalia i Tomek – za wiele rozmów i zawiązanie być może obiecującej przyjaźni oraz po prostu bycie
* Adam i Monika – za rewelacyjne prowadzenie kręgu, a także za pogodność i uśmiech (Monika) oraz filozofowanie i gdybologię (Adam), oraz waszym dzieciom za szczególną troskę i zainteresowanie naszą Zosią
* Basia i Wojsław – za waszą obecność i wręcz idealne dopasowanie oraz przyjęcie wszystkiego, mimo że nie jesteście jeszcze w DK
* Malwina i Krystian – za żywy przykład tego, co nas może czekać za parę lat, a także za rozmowy
* Andrzej i Iwona – za zgodę na przyjazd, mimo tak późnego terminu, za ciepłe przyjęcie, za te wspominane przez wszystkich wniesione torby, za organizację oraz szybką reakcje na brak prądu i inne losowe zdarzenia
* Emilia i Mirek – za opiekę nad Zosią, za mile spędzony czas nad jeziorem i nauczenie Przemysława pływać (no, z tym nauczeniem to bym nie przesadzał – Przemek)
* Piotrek i Paulina – za zdjęcia
* Marysia i Paweł – za rozmowy
* oraz wszystkim innym, których nie wymieniliśmy, a którzy stanęli na naszej drodze i ubogacali nas swoim przykładem 🙂