Wspólny czas

To, że sprawia nam przyjemność, że ktoś lubi nasze towarzystwo, jest właściwie oczywiste. Kochamy swoje dzieci, miłość w rodzinie (w każdym razie tej najbliższej) jest dla nas ważna. Dlaczego więc czasem tak trudno znaleźć wspólny czas? A może wcale nie jest trudno, może ten czas jest, ale z różnych powodów jego jakość pozostawia wiele do życzenia?

Co?

Nieważne.

A raczej mniej ważne, drugoplanowe. Ważne, że wspólnie. Dla przykładu może to być wspólna gra planszowa, czytanie bajki, rozmowa, spacer, układanie puzzli, ale także przygotowywanie posiłku, zbieranie jabłek w sadzie, wieszanie prania, pieczenie pierniczków, lepienie bałwana czy zbieranie kasztanów. U młodszych dzieci masaż, zabawa w „akuku”. Wszystko zależy od Was, od wieku dzieci, od pory roku, nastroju. Możecie się nawet położyć i pozwolić dzieciom owijać Was papierem toaletowym robiąc z was mumię, jeśli na nic więcej nie macie siły.

Wspólne wieszanie prania :)
Wspólne wieszanie prania 🙂

Ile ?

10 minut.

Minimum. Mniejsze dzieci oczywiście mogą tego czasu potrzebować więcej. Większe również, ale zazwyczaj dla  starszych 10 minut całkowitego, pełnego skupienia tylko i wyłącznie na nich będzie wystarczające, żeby poczuły się zadbane, kochane.  10 minut potrzebujemy również my, dorośli, aby być na bieżąco z tym, co u dziecka słychać, aby okazać dziecku, jak je kochamy, aby pobyć razem.  10 minut.  Dużo? Mało? Dla kogoś kogo utrzymujemy, karmimy ubieramy, kto jest owocem naszej miłości, krwią z naszej krwi, kością z naszych kości?

Wspólne układanie książek :)
Wspólne układanie książek 🙂

Kiedy?

Codziennie.

A dokładnie?

Rano się spieszymy, wieczorem jesteśmy zmęczeni, w ciągu dnia jesteśmy zajęci, po południu chcemy pobyć choć chwilę sami.

Rano jesteśmy nieprzytomni. Wieczorem nie ma nas w domu. Po południu wszyscy są zajęci.

Rano każdy wychodzi o innej porze. Przed południem każdy ma swoje sprawy. Wieczorem każdy chce mieć chwilę dla siebie. Po południu….

Ile rodzin, tyle niesprzyjających sytuacji i dni, żeby tego wspólnego czasu nie znaleźć. Prawda jest jednak taka, że kto chce, znajdzie sposób, kto zaś nie chce – znajdzie dobry powód, żeby usprawiedliwić, czemu się nie udało.

Nie powiem Ci więc „kiedy”.

Sam musisz tego czasu poszukać. Ale jeśli będziesz wierzył, że warto – uda Ci się. Tak, wiem, że niektórzy pracują za granicą, wyjeżdżają w delegacje, pracują nieregularnie, zmieniają się w opiece nad dziećmi… Jeśli naprawdę sytuacja jest wyjątkowa i nie uda się codziennie, to może co drugi dzień, jeśli zaś cały tydzień jest w rozjazdach, to może wspólna rozmowa telefoniczna?

Wspólne robienie zdjęć :)
Wspólne robienie zdjęć 🙂

Jakość

Tak naprawdę jakość jest ważniejsza od ilości. Naprawdę można teoretycznie spędzić z dzieckiem cały dzień, ale ten czas wcale nie musi być wspólny. Na pytania dziecka ciągle można odpowiadać: zaraz, potem, za chwilę, jestem zajęta, nie możesz przez chwilę pobawić się sam, masz tyle zabawek….

Najlepszy czas to wtedy, kiedy komórka i inne urządzenia są poza zasięgiem nie tylko dziecka, ale i naszego. Kiedy jakby zniżamy się do poziomu dziecka w dosłownym słowa tego znaczeniu, kiedy nasze twarze są naprzeciwko siebie, kiedy jesteśmy równi. Kiedy słuchamy siebie nawzajem. Kiedy możemy spojrzeć sobie w oczy, kiedy nie myślimy o dzisiejszej kłótni w pracy czy jutrzejszych zakupach. Kiedy jesteśmy dla dziecka tu i teraz.

Wspólne skręcanie stołu :)
Wspólne skręcanie stołu 🙂

Jak?

Jak mówi autorka, zaproszenie do spędzenia ze sobą czasu jest równie ważne, co samo bycie razem. Większość rodziców przedstawia to jako ofertę dla dziecka:

„Mogę ci teraz poczytać.”

Albo

„Jeśli chcesz teraz… (zagrać, poczytać, potańczyć, porysować) …to teraz jest okazja.”

Tak, jakbyśmy robili dziecku łaskę, że spędzimy z nim czas, jeśli naprawdę tego chce. Nie wyrażamy w tym chęci, że i my byśmy tego chcieli.

Czy nie bardziej zachęcające i milsze byłoby usłyszeć:

„Może byśmy usiedli na kanapie i poczytali. Myślę że byłoby bardzo miło.”

Albo

„Wiesz co, chciałabym pograć z Tobą w karty. Masz ochotę?”

Wspólne podwieczorki :)
Wspólne podwieczorki 🙂

Dzieci, zresztą nie tylko dzieci, chcą usłyszeć, że my też chcemy być z nimi. Jeśli nie chcemy za dziesięć lat usłyszeć:

„Matka, teraz masz 5 minut, co chcesz wiedzieć? Pytaj.”

Przejaskrawione? Być może. Ale do tego może to właśnie doprowadzić.

„Dużo lepiej usłyszeć, że ludzie chcą z nami spędzać czas, niż że dopuszczają taka możliwość”. Często wybierana forma ofert jest nie tylko wygodna, ale także bezpieczna. Unikamy niejasnego uczucia wstydu. „Przyznanie się, że chce się być razem, wiąże się z podjęciem ryzyka odrzucenia, że druga osoba powie „nie”. W efekcie nie mówiąc, że chcemy, dziecko nigdy nie dowie się tego.”

Podsumowując ten watek, autorka podkreśla, że wielu rodziców myśli, że ten wspólny czas, to spotkanie, koniecznie musi dotyczyć wesołego zajęcia. I ludzie tacy spieszą się z praniem, zmywaniem sprzątaniem… Lecą na łeb, na szyję: zakupy, obiad, prasowanie i cała reszta, żeby po wszystkim być z dzieckiem. „Ale dzieci i rodzice wcale nie musza się spotkać na zabawie czy rozrywce. Mogą spotkać się nad koszem z praniem lub też nad naczyniami do zmywania. Ważne jest spotkanie: kontakt, bycie dostrzeżonym i wysłuchanym.”

Wspólne szpiegowanie :)
Wspólne szpiegowanie 🙂

Być może dziecko nie przyjmie spontanicznie zaproszenia do sortowania prania, „ale moim zdaniem może być dla dziecka cenne, móc usłyszeć od rodziców:

„Wiesz co, muszę teraz zająć się praniem. Bardzo bym się cieszyła, gdybyś mogła pójść ze mną do pralni, mogłybyśmy sobie razem pogadać.

Wspaniale usłyszeć: chcę Cię mieć ze sobą, lubię Twoje towarzystwo. Wtedy jest nieco łatwiej odważyć się wierzyć, że jest się wartościowym człowiekiem.”

To jak, znajdziesz 10 minut?

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, będzie mi miło, gdy dasz znać w komentarzu. Jeśli znasz osobę, której może być pomocny, proszę podziel się z nią.

Zachęcam również do przeczytania książki, która zainspirowała mnie do jego napisania, a której fragmenty zacytowałam powyżej. Recenzję znajdziesz TUTAJ.