Za naszych czasów… czyli o relacjach z dziadkami dziecka

Internet już od tygodnia huczy i pęka od wspaniałych pomysłów na zbliżające się święto Dzień Babci Dzień Dziadka, a sprowadza się to do tego, że każda laurka, serduszko, kwiatek, wierszyk chwyta za serce dziadków. W związku z tym, że jak na razie Zosia jest taka malutka, więc i pole do manewru z papieru i innych akcesoriów mocno ograniczone, bo wszystko szybko byłoby zjedzone, zgniecione – w tym roku zrobiłam prezent z niewielką pomocą Zosi (pojawi się na fanpage’u w piątek, żeby dziadkowie mieli niespodziankę ;)). Dziś natomiast opowiem o relacji pomiędzy rodzicami dziecka, a jego ukochanymi babciami i dziadkami.

O tym, jak się będzie ona układała, zależy przede wszystkim od rodziców dziecka, ale nie tylko – może to nietypowa teoria, ale także od prapradziadków. Już tłumaczę dlaczego. To, jak traktujemy naszych dziadków, zależy od tego, jak podeszli do tego nasi rodzice, oni z kolei nauczyli się tego od swoich rodziców i tak dalej. Z pokolenia na pokolenie przechodzą zwyczaje, schematy, rola, charakter i znaczenie pozycji dziadków – oczywiście z małymi lub większymi wyjątkami. Wyjątki zależą od odległości, charakterów, chęci, pracy rodziców i wieku dziadków.

Mając już świadomość, że powielamy pewne schematy lub wręcz odwrotnie – staramy się ich za wszelka cenę unikać – każdego dnia budujemy relacje z dziadkami. Tak, każdego – bo tak, jak każdego dnia nasze dziecko czegoś się, uczy tak każdy dzień jest albo wypełniony ich obecnością, albo jej pozbawiony. Inaczej wygląda relacja, kiedy dziadkowie mieszkają pod jednym dachem i angażują się w opiekę, inaczej kiedy mieszkają 20 minut od nas, jeszcze inaczej, kiedy jest to 300 kilometrów (oczywiście mówię tu cały czas o kochających dziadkach, którzy cieszą się z wnuków – bo dziadkowie mogą i mieszkać w klatce obok, ale jeśli od lat rodzina jest skłócona, to nici z jakiejkolwiek relacji).

Relacja ta cały czas się zmienia nie tylko ze względu na wiek dzieci, które z czasem coraz więcej mogą korzystać na spotkaniach z żywą historią, ale także ze względu na wiek dziadków, którzy z jednej strony mają coraz więcej czasu z racji przejścia na emeryturę, z drugiej natomiast – coraz mniej sił, na zabawę, rozmowy, a w końcu kręcenie głową na boki z komentarzem za naszych czasów było inaczej 😉

Co zrobić, aby nieustannie budować DOBRĄ relację z dziadkami?:

1. Mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach
Nikt nie jest Duchem Świętym i nikt się nie będzie domyślał. Jestem zdania, że o pomoc trzeba prosić, jeśli się jej potrzebuje. Jasne – fajnie, jak sami zaproponują, ale jeśli oni proponują i akurat Ty masz już na ten dzień coś innego zaplanowane i odmówisz, to po jednym, drugim, trzecim razie przestaną. Dlatego jeśli chcemy, żeby dziadkowie zajęli nam się dzieckiem, powinniśmy prosić – oczywiście z wyprzedzeniem, jeśli się da, bo choć to nasi lub męża/żony rodzice, pamiętajmy że nie muszą oni być na każde nasze zawołanie, nie zawsze muszą się zgodzić. Obowiązek opieki należy do nas. W nagłe wypadki mimo niezaprzeczalnej miłości też może się okazać, że mają coś ważniejszego. Łatwiej tez prosić swoich rodziców (a nie teściów), ale ja mam ich daleko, dlatego to ja planuję kiedy dziadkowie będą potrzebni, a Przemysławowi zlecam proszenie. Jedynemu synowi i jedynej wnuczce pewnie nie odmówią, choć wiem, że ja też mogę na nich liczyć 🙂

2. Ustalić jasne granice
Czasami słyszę od koleżanek lub czytam w internetach kwiatki typu: moja teściowa wpycha mojemu dziecku słodycze, dziadkowie sadzają roczną wnuczkę przed telewizorem – lub mniej ekstremalne, typu: nie pytają mnie o zdanie przy kupnie ubranek i zabawek, czy wpadają niezapowiedzianie, bo bardzo stęsknili się za wnuczkiem. Pewne rzeczy uważam, że trzeba po prostu ustalić na początku, bądź sprzeciwić się, kiedy nastąpią, jeśli są sprzeczne z naszym pojmowaniem relacji dziadkowie – nasze dziecko. Jak? Po prostu powiedzieć, bądź dać mocno do zrozumienia. Wiem, że może to trudne i stresujące – myślę, że także dla nich. Oni na pewno nie chcą zrobić naszemu dziecku (a przecież ich wnukowi) krzywdy. Ale jeśli nie zrobimy nic, nic się nie zmieni. Także dziadkowie naszej Zosi mają odmienne zdanie na pewne kwestie – wynika to właśnie z różnicy wieku, przekonań, tego co sami doświadczyli. I tylko raz wpadli niezapowiedzianie. I choć oni lubią spędzać czas, oglądając wiadomości, wiedzą, że my przez brak telewizora raczej od tego stronimy, więc często go wyłączają. Temat niechcianych prezentów można rozwiązać tak, że kiedy dostaniemy kolejny różowy bodziak lub trzeciego lizaka w tygodniu, może warto podsunąć delikatnie „Zosia/Karolinka/Tosia ma tak mało białych rajstopek/bodziaków/skarpetek” lub „Wojtek/Maciek/Piotruś ma ostatnio fazę na owoce” 😉 Telewizor, radio, głośna muzyka – można poprosić o ściszenie, wyłączenie, jeśli będzie powiedziane jako pytanie, a nie zarzut, w 80% przypadków odniesie skutek. Jeśli trzeba – wyjaśnić (jak się da) dlaczego, a jeśli się nie da – powiedzieć, że dziecko ma koszmary w nocy 😉


3. Ufać im i pozostawić trochę swobody
Wiadomo, że nie wszystko da się ustalić. Dawać polecenia typu: co 15 minut sprawdzać pieluchę, o 15:00 obrać ze skórki i pokroić na plasterki i podać całe jabłko byłoby idiotyczne. Przekazać najważniejsze rzeczy – jako pierwszą i ostatnią informację te, na których najbardziej nam zależy, nie opisywać ze szczegółami, bo i tak nie zapamiętają oraz zaufać, ze sobie poradzą. Uważam, że kluczowe rzeczy przed wyjściem to:
1. je owoce i warzywa i rzeczy nieprzetworzone
2. nie podajemy słodyczy
3. pije wodę/herbatkę/tylko mleko
4. nie siedzi, nie stoi, nie chodzi jeszcze i nie wymagamy tego jeszcze
5. nie oglądamy bajek
6. nosi jeszcze pieluchę
7. lubi się bawić tym i tym
8. tutaj ma ubranka/zabawki/jedzonko/
9. jestem tu i tu, w razie czego dzwońcie
10. wrócę o danej godzinie
Tylko tyle i aż tyle.

4. Jeśli zawiedli nasze zaufanie – powiedzieć o tym i… może dać drugą szansę?
Jeśli jednak przychodzimy i nasze dziecko jest czerwone od płaczu, pupa odparzona, wszędzie coś gra, po drodze potykamy się o zabawki, poduszki, to naszą pierwszą misją nie są krzywe miny i niezadowolenie, a przede wszystkim szybkie ale spokojne ogarnięcie dziecka i jak najszybciej wyjść. Pod żadnym pozorem nie rozwiązywać wtedy problemów. Do tematu tej niewątpliwej wpadki dziadków 😉 wrócić po jakimś czasie, sam na sam – a najlepiej dwa na dwa (lub jeden na jeden nigdy 2/1) przy kawie, jeśli to możliwe bez dziecka. Powiedzieć, co i dlaczego było nie tak, spytać czemu tak się stało, pozwolić się wytłumaczyć. I następnym razem może skrócić czas sam na sam z dziadkami? Dzwonić co jakiś czas?

Patrzę teraz na mój wpis i widzę, że wygląda bardziej jak instrukcja zostawiania dziecka u dziadków 😉 a nie to miałam na myśli. Ale właśnie przez takie wizyty, kiedy nasz brzdąc ma szanse sam na sam ich poznać, kiedy oni mają te parę godzin, żeby wykazać się i spędzić naprawdę z nim czas, bez czujnego oka taty i – nie oszukujmy się – przeczulonego wzroku matki, buduje się prawdziwą relację. Dużo trudniej budować relacje na odległość – wiemy coś o tym, bo sami radzimy sobie z takim problemem – ale od czego są telefony, zdjęcia? Bierne budowanie relacji z dziadkami poprzez pokazywanie zdjęć, opowiadanie o nich, mówienie czym się zajmują, co robią, że tęsknią… a im z kolei wysyłanie zdjęć, rysunków itp. naszej pociechy.

Wpis ten jest także prezentem dla dziadków naszej Zosi, którzy – tak jak wszyscy – nie są idealni, ale w roli dziadków spełniają się doskonale. Zawsze możemy na nich polegać i żadna instrukcja nie jest im potrzebna 😉 Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej relacji, jaka istnieje między Zosią, a nimi 🙂 Zatem, Drodzy Dziadkowie – wszystkiego, co najlepsze!