Wszyscy dookoła trąbią w kółko: #zostańwdomu, siedź na tyłku, nie wychodź, jeśli nie musisz. Niektórzy jednak nadal bagatelizują to zalecenie – by nie powiedzieć: rozkaz – wybierając się na rower, rolki, cmentarz i nie tylko. A jeśli nie wybierają, to zastanawiają się, czy mogą, czy nikt im nic nie zrobi. Najlepiej zapytać policjantów – powiecie. A zatem… Co się z tym wiąże?

Tak się składa, że niemal na co dzień mam do czynienia z funkcjonariuszami policji. W obecnej sytuacji nawet nie muszę ich pytać, czy ludzie mają wątpliwości – słyszę to w zasadzie na niemal każdym kroku. Ot, mężczyzna dzwoni zapytać, czy może jechać autem do innego województwa, czy zostanie zatrzymany i ukarany, bo przecież po tablicach rejestracyjnych łatwo dostrzec, że on jest z Poznania, a akcja toczy się we Wrocławiu, więc wyszedł z domu i przejechał kawałek Polski. Inna pani wydzwania spytać, czy skoro nie można chodzić po parku, można się przejść dookoła parku – czy ścieżka wokół parku to już park, czy jeszcze nie? Kolejna osoba, kolejne pytanie – czy można iść na cmentarz, jechać na myjnię samochodem, czy… (tu dopiszcie, cokolwiek przychodzi Wam do głowy)…

A ja odpowiem. Ja – nie policjant, człowiek niemundurowy, szary obywatel.

W zaleceniu pt. #zostańwdomu nie chodzi o to, żeby szukać teraz kruczków, wychodzić na wielokilometrowe przebieżki o czwartej rano (i takich ludzi spotykam, idąc wówczas pieszo do pracy – bo do pracy trzeba iść, a nie chcę się narażać na zarazki w zbiorkomie), wędrować w niedzielę pieszo po mieście i wciskać funkcjonariuszom kit, że „szukam kościoła, w którym będzie msza i mniej niż 5 osób, i tak chodzę i szukam, panie władzo” i tak dalej.

Im więcej z nas zostanie w domu, tym lepiej dla wszystkich. Myślisz, że nie zarażasz – okej, ale pewności nie masz. Myślisz, że nikogo nie spotkasz – wielu tak myśli, skoro nawet po czwartej mijam ludzi, nie tylko tych, których psy nagle odczuły pilną potrzebę (pytanie: pies wyprowadził pana, czy na odwrót?). Myślisz, że siedzenie w domu nic nie da – i tu się mylisz.

A już tym bardziej mylisz się – moim zdaniem – dzwoniąc na komisariat i wypytując o to wszystko, zamiast po prostu się dostosować. Bo w chwili, kiedy Tobie trzeba tłumaczyć, że poruszanie się należy ograniczyć do niezbędnego minimum oraz wysłuchać Twoich trzech teorii „a co, jeśli…”, dwie inne osoby – albo i jedna, to i tak za dużo – naprawdę POTRZEBUJĄCA POMOCY – może nie dodzwonić się na policję. Bo dla Ciebie ważne było zaspokojenie jakiejś zachcianki.

Chcesz mieć kogoś na sumieniu? Czy może jednak warto zostać w domu? To nie boli. To nawet nic nie kosztuje. A już z pewnością nie wymaga wysiłku…