Zróbmy sobie średniowiecze, czyli kilka słów o grze Carcassonne

WP_20150701_20_00_44_Pro

Od dłuższego czasu fascynuje mnie średniowiecze – najzabawniejsze, że nie wiem, dlaczego 🙂 lektura książek takich autorów, jak Maurice Druon czy Philippa Gregory z pewnością miała na to wpływ. Kiedy zatem zasiedliśmy, by pierwszy raz zagrać w grę „Carcassonne”, tak mi się spodobało, że przez dłuższy okres czasu chciałem grać tylko w to i w nic więcej 😉

Pozwolę sobie tylko pokrótce naświetlić zasady gry, bowiem z każdym kolejnym dodatkiem ich liczba ulega zwiększeniu (ale i możliwości większe), my zaś gramy z paroma dodatkami. Generalnie zatem: każdy z graczy ma do dyspozycji pionki swoich poddanych. Podczas tury losujemy tekturową, kwadratową płytkę, którą musimy dołożyć do istniejącej już, rozrastającej się cały czas planszy, poszerzając obszar naszej średniowiecznej mapy. Możemy zatem – w zależności od tego, co przedstawia wylosowana przez nas płytka: dobudować ciąg dalszy drogi, pola lub miasta, możemy też zacząć budować nowe miasto lub postawić klasztor. Naszych poddanych natomiast możemy oddelegować do bycia mnichem w klasztorze, zbójcą na drodze, rycerzem w mieście lub rolnikiem na polu.

Zalety? Przede wszystkim ta, że grać można już w dwie osoby – w naszym przypadku to zdecydowanie ogromny plus. Poza tym cechuje się sporą losowością – nigdy nie wiemy, jaką płytkę teraz wylosujemy – a im więcej dodatków posiadamy, tym więcej płytek w naszym zestawie. Zdarzały się nam przypadki budowania ogrooomnych miast, kilka razy mieliśmy okazję stworzyć na mapie wręcz „dzielnicę kościelną”, gdzie jeden obok drugiego pojawiały się co chwilę losowane klasztory – nie ma reguły, jak będzie wyglądać nasza mapa.

Generalnie podczas rozgrywki powinno się ze sobą ostro konkurować, np. nie pozwalając przeciwnikowi na rozbudowanie miasta lub zamykając jego szlaki. My jednak wolimy grę o wiele bardziej zachowawczo-kooperacyjną, pomagając sobie nawzajem. I tak naprawdę nie zwracamy nawet szczególnie uwagi na to, ile kto przy okazji zdobył punktów, a po prostu czerpiemy radość z samej rozgrywki 🙂

I mimo to, że przez ostatnie tygodnie dość sporo graliśmy, to jakoś ta gra nie potrafi mi się znudzić, „przejeść”, zawsze mam ochotę na jeszcze jedną rozgrywkę 🙂 Jeśli zastanawiacie się nad prezentem dla rodziny – „Carcassonne” jest zdecydowanie dobrym pomysłem 🙂