Zastanawiacie się jakie książki dla 5 latka byłyby najlepsze? Mam dla was dobrą wiadomość. Nasza najstarsze dziecko ma już ponad 5 lat. Czytanie dalej należy do jej ulubionych zajęć. Dlatego razem z nią przygotowaliśmy listę która zawiera dwadzieścia książek dla pięciolatka. Na razie jeszcze czytamy razem, ale to się powoli zmienia. Zosia uczy się czytać. Na razie te prostsze słowa sama, te trudniejsze – z naszą pomocą. Niemniej nasza dziecięca biblioteczka się rozrasta. Zestaw książek dla pięciolatka stworzyliśmy w ten sposób że my spisaliśmy to, co ona podała, większość tytułów, które bardziej jej się podobały to te do których wracamy. Niektóre pozycje to książki dla znacznie starszych dzieci, ale te ją właśnie zainteresowały. Każde dziecko jest inne, co innego lubi. Nie jestem za tym, żeby małym dzieciom wprowadzać zbyt trudne lektury, ale przeciwna jestem temu, żeby zabraniać, jeśli dziecko chce czytać. Jeśli dziecko urzeknie sama okładka książki dla znacznie starszych , wystarczy przeczytać pierwszą stronę. Jeśli naprawdę książka nie jest dla dziecka, ze względu na bardziej dojrzałe, trudniejsze treści – szybko się znudzi, nie rozumiejąc. A jeśli książka je wciągnie – to może nasze dziecko jest po prostu dojrzalsze, niż nam się zdawało? Oczywiście na pewno są jakieś wyjątki i ja jako rodzic przefiltrowuję te książki, ale chcę tylko zaznaczyć, żeby być otwartym i nie przywiązywać zbytniej wagi do sugerowanego wieku na okładce. Sugerowany wiek ustalany jest dla przeciętnego dziecka – a przecież każdy rodzic wie, że jego dziecko jest wyjątkowe 😉

Lista ułożona jest według tego, co mi pierwsze przyszło do głowy. Nie potrafimy określić, co było najlepsze, albo co było najpierw. No to co zaczynamy przedstawiać naszą biblioteczkę dla pięciolatka.

Żubr Pompik

To seria książeczek, w których jest mnóstwo przyrody i ciekawostek z tego tematu. Są cztery, z których każda poświęcona jest jednej porze roku – i to w nich dowiadujemy się najwięcej o rodzinie Pompika: kiedy się pojawił, a kiedy jego siostra, a także czym charakteryzuje się dana pora roku w przyrodzie. Następnie jest cykl 22 książeczek, z czego powstało na razie 18, w których żubry poznają wszystkie Parki Narodowe w Polsce. Wiele recenzji znajdziecie tutaj.

Walenty i spółka

To także seria – kryminałów dietetycznych. Bardzo specyficzne książki, bo bohaterami są w nich składniki odżywcze: Błażej i Balbina Białko, Wera Woda, Walenty Węglowodan, Tęgomir Tłuszcz. Poprzez zabawne historyjki dowiadujemy się wiele o tym, jak działają, jak bardzo są nam potrzebne, a w jakiej postaci szkodzą. Cała seria to 7 książeczek, a wszystkie zrecenzowane przez Przemysława znajdziecie tutaj.

Pan Kuleczka

Kaczka Katastrofa, pies Pypeć i mucha Bzyk mieszkają razem z bardzo dystyngowanym panem z nosem w kształcie kulki. Każdego dnia mają jakąś inną przygodę, z codziennymi – jak dla nas – rzeczami. Z mgłą, ze snem, z wizytą w księgarni, z zegarem… Proste rzeczy wyjaśnione w prosty sposób, ale owiane taką dziecięcą magią. Trudno to opisać – po książkę trzeba sięgnąć. W okazyjnej cenie możecie ją znaleźć tutaj.

Lotta z Ulicy Awanturników + inne książki Astrid Lindgren

Autorka, której książek raczej nie trzeba przedstawiać. Lotta to 4-letnia dziewczynka, która wstała w bardzo złym humorze. Z tego powodu marudzi od rana. Co z tego marudzenia wyjdzie? Sprawdźcie sami. Inna książka uwielbiana przez moje dzieci to „Dzieci z Bullerbyn”. Klasyk, w którym dzieci mają niezwykłe przygody. Obie książki mamy w audiobooku i w zasadzie z odtwarzacza w pokoju dzieci lecą w kółko, na zmianę. Trzyletni Mikołaj woli Lottę – jest krótsza i mniej się tam dzieje. Zosia woli wyprawy do Bullerbyn, ale czasem też prosi o Lottę.

Lilka i spółka

To jest książka (a w zasadzie trzytomowa seria) dla znacznie starszych dzieci, ale naszą Zosię bardzo wciągnęła. Słuchamy w audio. Opowieść o tym, jak trójka rodzeństwa wybiera się na wakacje. Na ich nieszczęście – jadą do cioci, za którą nie przepadają… co się jednak trochę z czasem zmienia.

Biuro Detektywistyczne nr 2 (znane też jako seria: Operacja…)

To także seria książek o małych detektywach, stworzona przez Jørna Liera Horsta i Hansa Jørgena Sandnesa. Tiril, Oliver i ich pies Otto mają biuro detektywistyczne. Dostrzegają rzeczy, których nie zauważają dorośli i potem pomagają policji. W każdej opowieści jest niesamowita przygoda, a przy okazji dowiadujemy się różnych rzeczy, przydatnych tak życiowo – o ostrożności, uważności… Znacznie więcej na ten temat możecie poczytać w recenzjach Przemysława, bo to on jest wielkim fanem książek tego autora, który pisze także książki dla dorosłych. Wskakujcie tutaj.

Wielka wędrówka

To religijna książka, którą ja średnio lubię, ale moje dzieci uwielbiają. Przesłanie jest fantastyczne i tylko dlatego czytam ją od czas do czasu. Ale bardzo irytuje mnie język, w jakim została napisana. Przeogromna liczba zdrobnień i powtórzeń jest dla mnie męcząca. Fabuła opowiada, jak to żółwiki dreptają, dreptają i w końcu dodreptowują 😉 do morza. Po drodze napotykają wiele trudności – i na drodze, i w sobie. Ich przygody są metaforą naszego dochodzenia i szukania Pana Boga – piękne, a jednocześnie w tej książce takie…sama nie wiem. Oczywiście to może być jakieś moje prywatne odczucie, którego nikt inny mieć nie będzie. Przemysław też nie lubi jej czytać, ale Was zachęcam do zainteresowania – może akurat.

Basia

To także seria, w sumie dosyć znana. Opowiada o dziewczynce, która ma dwóch braci, mamę i tatę. To takie książeczki, które przerabiają różne aspekty charakterystyczne dla wieku przedszkolnego. Basia jest przedszkolakiem. Pewnego razu opiekuje się nią niania, w innej rodzi się jej braciszek, w jeszcze innej okazuje się, że ma alergię. Takie książki na oswajanie różnych tematów. Z Basią nie polubiłam się od razu. Pierwsza książka, jaką wzięliśmy z biblioteki, kiedy Zosia miała 4 lata, była chyba tą o braciszku. Wydawała mi się wcale nie namawiająca do właściwego podejścia do rodzeństwa, ale kiedy ją czytałam, właśnie to rodzeństwo co chwilę czegoś chciało.. W tym roku mieliśmy do Basi drugie podejście, tym razem w audiobooku i Zosia była zachwycona, a przyznam, że i ja się przekonałam. Teraz, kiedy jestem u nich w pokoju, a akurat leci, to przyłapuję się na tym, że słucham 😉 Basię w atrakcyjnej cenie znajdziecie tutaj.

Komisarz Gordon

To kolejna seria – w dodatku kolejna detektywistyczna. Tym razem wszystko dzieje się wśród zwierząt. Komisarz Gordon to ropuch, który jest szefem policji. Dzięki niemu w lesie panuje porządek – czasem jednak zdarzy się coś, czym musi się zająć. Na przykład ktoś ukradł wiewiórce orzechy. Recenzje wszystkich trzech książeczek znajdziecie tutaj. W atrakcyjnej cenie pierwszy tom można znaleźć tutaj.

Naciśnij mnie

Książka interaktywna w niemechanicznym tego słowa znaczeniu. Na każdej stronie mamy kropki różnych wielkości, kolorów i w różnych konfiguracjach – i jedno zdanie u dołu strony. To zdanie to zadanie, na przykład „naciśnij 5 razy”. Naciskamy i okazuje się, że na następnej stronie zamiast jednej kulki mamy pięć 😉 Książkę kupić możecie na przykład tutaj.

Pettson i Findus

Kolejna seria, tym razem o pewnym staruszku i jego kocie. Pettson i Findus mieszkają na wsi i wiodą spokojne życie, ale nie nudne. Kiedy ma się gadającego kota, zwykłe rzeczy, jak na przykład sadzenie ziemniaków czy robienie tortu, zamieniają się w przygodę – czasem na granicy katastrofy, jednak takiej bardzo śmiesznej, jak się o tym czyta. Recenzje niektórych tomów znajdziecie tutaj.

Martynka

Martynkę też bardziej lubią moje dzieci niż ja. Martynka to wesoła i psotna dziewczynka. Ma psa Pufka i dwóch braci, a normalne sytuacje zamieniają się u niej w przygody. Części jest naprawdę wiele, odpowiadają czy poruszają zagadnienia z wielu tematów. Nie wszystkie lubię, Martynka ma taki specyficzny styl – mam wrażenie, że nie pisała (czy może raczej: nie tłumaczyła) ich jedna osoba. Tak samo ilustracje – jedne są piękne, inne nie bardzo, delikatnie mówiąc. Martynka na wielu zdjęciach wygląda, jak całkiem inna osoba. To jedna z najbardziej niespójnych serii, z jakimi miałam do czynienia. Najbardziej podoba mi się opowiadanie o tym, jak Martynka wraz z koleżanką i jej ojcem robią przyjęcie-pochód o owadach, informujący i namawiający do tego, żeby o nie dbać.

Z Jezusem przez Biblię

Biblii dla dzieci jest na rynku jest coraz więcej. Ja polecam Wam szczególnie tę ze zdjęcia. Po pierwsze – przez dobrze dobrany język, dostosowany do małego czytelnika. Czytamy ją fragmentami co niedzielę, odkąd Zosia skończyła 4 lata. Oprócz dobrej treści, wiernej z tym, co się dzieje na kartach „dorosłego” Pisma Świętego, mamy także świetnie współgrającą szatę graficzną. Obrazki nie tyle są piękne, ile barwne, niestandardowe, bardzo działające na wyobraźnię. Ilustracje są o tyle przyciągające wzrok, że często wielokrotnie czytamy to samo opowiadanie, np. o Jonaszu czy o Dawidzie i Goliacie, bo Zosi podoba się Jonasz w rybie i Goliat zajmujący dwie kartki. To wydanie Biblii możecie znaleźć do kupienia tutaj.

Wszyscy kochają Sigge

Kiedyś usłyszałam, że każda dziewczynka przechodzi przez etap koników. Nie bardzo w to wierzyłam, dopóki nie przeczytałam tej książki. Opowiadanie jest o pewnej dziewczynce – Elinie – i początkach jej przygody z końmi. Elina chodzi już do szkoły, a jeden dzień w tygodniu na zajęcia w szkółce jeździeckiej. Widać, że książka jest napisana przez kogoś, kto zna się na koniach. Autorka kiedyś była instruktorką jazdy. Jest tam wiele słów specjalistycznych, jednak bardzo prosto wytłumaczonych. Treść chwyta za serce tak mocno, że ja płakałam czytając ją, a raczej nieczęsto mi się to zdarza. Nie mogę Wam powiedzieć zbyt wiele, bo zdradzę książkę – moją recenzję znajdziecie tutaj.

Kajtek i Tosia

To kontynuacja książki pt. „Kajtek i Miś„. Kajtek i Tosia są nieco starsi, spędzają ze sobą dużo czasu. Jak zwykle mają ciekawe przygody. To książka z tego zestawienia, po którą chyba najrzadziej sięgamy – a to dlatego, że obecnie, kiedy czytam to czytam wszystkim trzem swoim dzieciom, a w niej jest mało obrazków, więc cieszy się mniejsza popularnością wśród młodszych chłopaków. Recenzję przeczytacie tutaj.

Pieski Tereski, Kotki Dorotki

To dwie książki, będące zbiorem krótkich opowiadań. W „Pieskach Tereski” mamy dodatkowo u dołu każdej strony pytanie do tekstu, wspierające uważne czytanie. W „Kotkach Dorotki” z kolei tekst jest pokolorowany ze względu na sylaby. To znaczy pierwsza sylaba jest czarna, druga czerwona, kolejna znowu czarna i tak dalej – tak, że dziecko uczące się czytać, od razu wie, gdzie kończy się dana sylaba.

Wielka księga uczuć

Grzegorz Kasdepke i jego kolejna, genialna książka. Książka to zbiór kilku wcześniejszych książek, w których motywem głównym były uczucia. Opowiadania są rozdziałami, które oprócz uczuć łączy też wspólna fabuła o pewnym przedszkolu. Nauczycielką jest pani Miłka, która wraz z gromadką dzieci codziennie ma jakieś zajęcia. Podczas zabawy lub wykonywania prac rozmawiają o uczuciach – zawsze jednym głównym, bo jak wiemy, wszystkie uczucia łączą się ze sobą. Okazuje się, że tych uczuć jest całkiem sporo, więc oprócz tych podstawowych, jak radość, złość, smutek, mamy także poczucie winy, zazdrość… Co najlepsze – historyjki są przezabawne, a przedstawione w nich dzieciaki są bardzo naturalne. Recenzję znajdziecie tutaj, książkę możecie tanio upolować tutaj.

7 nawyków szczęśliwego dziecka

To książka – a właściwie już dwie, w których autor poradników dla dorosłych, ekspert od nawyków, przekłada swoją wiedzę na krótkie, proste historyjki w świecie zwierząt. Nawyki te – zawarte są w hasłach, na przykład „jesteś kowalem swojego losu”, „najpierw najważniejsze”, „ostrzenie piły” – kryją w sobie zasady, którymi dobrze, żeby kierował się każdy człowiek. Wspierają poczucie własnej wartości i wpływu na rzeczywistość, tzw. sprawczości.

Zwariowane opowieści

Książka tegoroczna doszła do zestawienia całkiem niedawno. Śmieszne opowiadania. Baśniowe, a jednocześnie bardzo współczesne. Znajdziecie ją tutaj.

Moje książki z dzieciństwa

Rok 2020 jest dla mnie rokiem porządków. Dlatego właśnie wróciłam do blogowania i możecie czytać ten wpis. Porządki robię absolutnie wszędzie. Podczas tych fizycznych znalazłam książeczki ze swojego dzieciństwa. Znalazłam stosik z okładkami z serii „Poczytaj mi, mamo”. Niektóre z nich są jakby dla młodszych dzieci, niektóre jakby dla starszych, ale czytając je, przenoszę się w przeszłość, do swojego dzieciństwa, kiedy mama czytała mi, robiąc obiad. Rodzeństwo było wtedy w przedszkolach i szkołach, tata w pracy, a ja miałam mamę tylko dla siebie. Te wspomnienia przypłynęły do mnie wraz ze łzami, kiedy z górnej szafki wyjęłam małą paczuszkę z kwadratowymi skarbami. Bardzo bym chciała, żeby Zosia miała takie wspomnienia, więc sięgam po te książki. Po ich przeczytaniu opowiadam jej, jak czytała mi je jej babcia. Nasza biblioteczka w domu rodzinnym nie była wielka, a książki dziecięce stanowiły niewielki ułamek tego, co my dzisiaj mamy, ale książki zawsze były – a w dodatku były czytane. Lubiliśmy się z siostrą bawić nimi w bibliotekę. Taka nietypowa ta pozycja 20, ale warto wrócić do książek czytanych kiedyś – ii do tego chciałam Was w tym ostatnim punkcie zachęcić.


Książek, po które sięgamy, jest oczywiście więcej, ale te są takie ulubione. Stale wracają i czasem już nie chce nam się ich kolejny raz czytać, ale wiemy, że dziecko może mieć taką potrzebę. Dłuższe książki jak te o Komisarzu Gordonie czy kryminały dietetyczne czytamy po kilka rozdziałów, z tylko jednym rodzicem – żeby razem być w tej opowieści na bieżąco. Lista ta może się wydłużyć, kiedy 5 lat osiągną następne dzieci. Na razie tyle – mam nadzieję, że znajdziecie tu trochę inspirujących tytułów. Przyjemnego czytania! 🙂