Gdyby mi ktoś dwa lata temu i wcześniej powiedział, że jako mama zostawię trójkę swoich, moim zdaniem jeszcze małych dzieci, w wieku 6 lat, 3,5 roku i 2 lata, to bym popatrzyła na niego z politowaniem i wzrokiem pod tytułem „co Ty wiesz o życiu” – albo bym go wysłała na badania (wiadomo gdzie, sprawdzić czy pod kopułą na pewno wszystko styka). Jeszcze rok temu to było nierealne jak koniec świata za 5 minut. Ale udało się. Dlatego postanowiłam się tym podzielić. Zainteresowanie wśród moich czytelników na instastory (Psst! Na Instagramie znajdziecie mnie jako @barbara.garczynska) było spore więc oto jest – wpis o tym, jak tego dokonać 🙂

Poniższe wskazówki są dla mnie listą kontrolną, taką procedurą, jak to powtórzyć, a dla Was inspiracją i motywacją, że może się udać oraz jak się do tego zabrać. Ta lista, a nawet ścisłe jej zastosowanie, nie gwarantuje sukcesu – do tego trzeba pozytywnego splotu wielu okoliczności, ale może pomóc.

Poniżej lista w skrócie, następnie będę rozwijać, co rozumiem przez dany punkt.

  1. Wpaść na takie marzenie
  2. Zaplanować wyjazd
  3. Zorganizować opiekę
  4. Zorganizować wyjazd
  5. Zrobić listę dla opiekunów
  6. Przygotować na ile się da dzieci
  7. Spakować się
  8. Wytłumaczyć opiekunom co i jak
  9. Pożegnać się z dziećmi
  10. Wyjechać nie martwiąc się niczym

Dlaczego?

Co nam to dało?

Kiedy następny raz?

Pomiędzy


1. Wpaść na takie marzenie

Dla wielu ludzi pomysł może się wydać nie tyle niemożliwy, co niepotrzebny. To zależy od Twojej sytuacji. Jeśli masz małe dzieci, ale do tego i większe dzieci, które zajmą się młodszymi i systematycznie możesz sobie pozwolić na czas z drugą połówką, to może nie trzeba wyjeżdżać na 24h? Myślę sobie, że najbardziej potrzebują tego osoby, dla których przeprowadzenie tego jest najtrudniejsze… Jeśli słysząc „Randka 24h bez dzieci” świecą Ci się oczy i wzrasta tętno – czytaj dalej, a jeśli raczej myślisz:
„ale po co?” – życzę Ci dobrego dnia, nie musisz czytać dalej.  Ale czasem, nawet w długoletnich związkach, które mają możliwość randkowania systematycznego, potrzebna jest odmiana. Nie, żebym była ekspertem od spraw sercowych – każdy jest najlepszym specjalistą od swojego własnego związku, jednak taka odmiana, eksperyment 24 h z miłością swojego życia może przynieść niespodziewane owoce.

2. Zaplanować wyjazd

Kiedy już Ci się zamarzyła długa randka, mąż/żona czuje podobnie, a przynajmniej chce/zgodził(a) się spróbować,  nie pozostaje nic innego, jak tylko przystąpić do działania. Wypadało by to najpierw zaplanować – i tu mam na myśli jak na razie przyczepienie tego do jakiegoś miesiąca, daty, rozważenie tego pod kwestią urlopową, potem miejsca, celu, może przy okazji jakieś marzenie uda się spełnić, a może tam uda się nareszcie pomyśleć o marzeniach? (może Wam w tym pomóc wpis o marzeniach) . Także siadamy, najlepiej we dwoje, bierzemy kartki i terminarz, sprawdzamy jak tam z urlopem, propozycje miejsc, propozycje, kto do opieki, na co pozwala nam budżet… hotel czy namiot, morze czy góry, samochodem czy pociągiem, przygoda i niewiadoma czy plan… Robimy z naszego marzenia cel. Dlatego wielu nie udaje się tego marzenia zrealizować. Ciągle pozostaje ono w trybie marzeń i tak sobie siedzi w naszej głowie dzień, miesiąc, dwa, trzy, rok, dekadę… 

3. Zorganizować opiekę

Osoba do opieki to chyba najważniejszy punkt programu. Warto mieć dwie, trzy osoby w rezerwie, które będą wiedziały, że wyjeżdżamy i które w razie czego można by poprosić. Solidna ekipa do opieki lub dużo rezerwowych to punkt, bez którego cała reszta, nawet zorganizowana, dobrze dopasowana, runie jak domek z kart. Można nie mieć noclegu, można nie mieć wybranego miasta, tylko wsiąść do pociągu byle jakiego, ale bez opieki nigdzie nie pojedziesz.

Samemu najlepiej znasz swoje dzieci, więc kto i ile ludzi ma się nimi zajmować – zależy od Ciebie. Nie mogę Ci nic doradzić bo to Ty jesteś ekspertem od swoich dzieci. Mogę Ci tylko napisać, nad jakimi opcjami się zastanawialiśmy i na czym stanęło.

Mamy trojkę dzieci w wieku 6,  3,5,  2 lata. Kiedy zostaję z nimi sama na cały dzień i noc jest mi trudno, dlatego stwierdziłam, że nie możemy postawić w takiej sytuacji nikogo. Myśleliśmy nad kilkoma opiekunami, zmieniającymi się ze sobą, żeby każdy miał dużo energii, a dzieci miały urozmaicony czas. Myśleliśmy nad dwoma zespołami po dwie osoby, dzieląc czas doby na nierówne części: jedna od rana do kolacji, druga od kolacji do naszego przyjazdu. W końcu stanęło na tym, że dziećmi przez większość czasu zajmowały się dwie osoby (para ;)) z tym, że każda z nich miała jedną sprawę, której nie dało się przełożyć i na dwie godziny zmieniała je trzecia, ale to było w sumie ich pomysłem. Chodziło tylko o to, żeby cały czas nad trójką dzieci panowała dwójka dorosłych ludzi. Zaczynając zabierać się za ten punkt przygotowałam się, że to będzie trudne. Mamy parę zaufanych osób, które zostawały już z naszymi dziećmi pod naszą nieobecność (niektórzy to rodzina lub przyjaciele, niektórzy to kiedyś obcy nam ludzie, ale teraz już dalsi znajomi, którym za opiekę płacimy)  ale co innego bawić się przed dwie/trzy godziny, a co innego zrobić kolację, położyć dzieci spać, czuwać nad nimi, zrobić śniadanie, mierzyć się z ich zmęczeniem, tęsknotą, buntem dwulatka i innymi wyzwaniami. W organizacji całego tego projektu bardzo ważne jest nastawienie. Na każdym kroku będą jakieś kłody, trudności – kwestia czy Ty pokonasz je, czy one pokonają Ciebie. Zadzwoniliśmy i pytaliśmy jakiś czas po tym, jak to wymyśliliśmy, czy ktokolwiek się zgodzi, a potem jakiś miesiąc-dwa przed, aby osoby te miały szansę zarezerwować sobie ten termin.

Na pewno pojawią się tacy, którzy powiedzą, że dziadków mają daleko i nie mają kogo z dziećmi zostawić. Z naszymi dziećmi nie zostali dziadkowie, dlatego, że my tego nie chcieliśmy. Nie jesteśmy osobami turbo towarzyskimi, które mają mnóstwo znajomych, ale grono bliskich nam osób to ludzie, na których możemy polegać. Wierzę, że prawie każdy tak ma, a jeśli nie – to może nad tym popracować.  To są także osoby, które mogą polegać na nas i gdybym ja mogła zrobić coś dla nich… zresztą często o to pytam i często robię, jeśli jestem w stanie. Do swojej trójki dodałabym jeszcze przynajmniej z dwójkę, gdyby małżeństwo takie jak nasze chciało zrobić coś podobnego. Sprawdź, czy i Ty jesteś taką osobą i czy się takimi otaczasz. Jak już mówiłam, dużo zależy od nastawienia. Jeśli ciągle będziesz w sferze marzenia lub zaprzeczenia, powtarzając: to się nie uda, to się nie uda to… to randka 24h się nie uda, bo będzie dokładnie tak, jak mówisz.

4. Zorganizować wyjazd

Jak już wiecie, że macie z kim zostawić dzieci, albo wiecie wstępnie, że są osoby, które byłyby na to gotowe – to już więcej niż połowa sukcesu. Oczywiście ja do samego końca, do wyjścia z domu, a nawet po wyjściu, nawet na dworcu kolejowym, nie wierzyłam że się uda – cały czas brałam pod uwagę, że ta nasza randka 24h może się rozsypać. Co wtedy? Nic, wróciłabym i starała się ogarnąć. Pewnie trochę smutna, ale nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy by coś poszło nie po mojej myśli. Spróbowałabym znowu za jakiś czas i tyle.  Ale ten punkt nie o tym. Organizacja – warto się nią podzielić. Zresztą każdym punktem warto się podzielić, albo poszczególnymi punktami. Tutaj robimy rezerwację, potwierdzamy urlop, potwierdzamy osoby do opieki, zamawiamy bilety na atrakcje czy na pociąg. Tutaj też mogą pojawić się niespodzianki, które możesz pokonać.

5. Zrobić listę dla opiekunów

Ja znam swoje dzieci, a i tak potrafią mnie zaskoczyć. Ludzie, z którymi się widujemy od czasu do czasu i z którymi zostały moje dzieci, coś tam o nich wiedzą, ale nie są Duchami Świętymi – nie oczekiwałam, że będą się domyślać, albo że zapamiętają 100 komunikatów o naszych rytuałach. Dlatego zostawiłam listę dla opiekunów. Zostawiłam kartkę,  nie tyle z listą poleceń „zrób tak i tak”, a raczej ściągą ze wskazówkami, ułatwiającymi przetrwanie ponad dwudziestoczterogodzinnej nieobecności rodziców.

Co było na kartce: nasz standardowy plan dnia, co mniej więcej robimy o której. Nie dokładnie, ale z przedziałami, o której jemy posiłki, naszą wieczorną rutyną, która pomaga mi nie zwariować (więcej na temat rutyny możecie poczytać tutaj). Zostawiłam im obiad, więc też wpisałam na tę kartkę, gdzie on jest, jakie bajki oglądają, przez ile czasu, co robić, jakby mieli temperaturę, gdzie jest termometr, gdzie są czapki na dwór, jak uspokoić, kiedy się zdenerwują, na co się nie zgadzamy… Takie informacje, które ja chciałabym znać, gdybym miała opiekować się czyimiś dziećmi przez 24 h. Kartka zapisana była formatu A4.  Ten punkt jest niekonieczny, jeśli nie czujecie takiej potrzeby, jeśli macie do tego luz. Jeśli opiekunowie są Waszymi częstymi gośćmi i nie raz np. kładli dzieci lub robili z Wami obiad. Ta kartka ma uspokoić mnie i może tę drugą osobę. Ma ograniczyć ilość telefonów – w końcu wyjeżdżamy na randkę i chcemy spędzić czas ze sobą, a nie odpowiadając na esemesy, głową zostając w domu.  Ale nie trzeba kartki, można zostawić dzieci i powiedzieć: niech mają dzisiaj dzień dziecka. Z tym, że dzieci są łatwiejsze do ogarnięcia, jak pewne rzeczy są powtarzalne, więc skoro kto inny się nimi opiekuje, to warto zostawić im chociaż trochę ze stałości, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa.

6. Przygotować na ile się da dzieci

Nie da się tak do końca przygotować dzieci na randkę 24h. Nie da się przewidzieć wszystkiego. Jedni będą mieli łatwiej, inni trudniej. U nas przygotowanie to było kilka etapów. Kiedy wpadłam na genialny pomysł wyjazdu na jeden dzień, najmłodszy był jeszcze na piersi. Wiedziałam więc, że to będzie pierwszy element, który chcemy zmienić, aby było łatwiej (wiem, że są kobiety, które potrafią ogarnąć długi wyjazd bez przerywania laktacji… jak? poszukajcie na hafija.pl – ja szukałam tam, jak odstawić od piersi i 5 miesięcy przed wyjazdem udało mi się). Wtedy to nierealne marzenie zaczęło pojawiać się coraz częściej w naszych głowach i zaczęliśmy planowanie. Jak widać, te punkty mogą mieć inną kolejność. Innym rodzajem przygotowania było zostawianie ich na krótki czas z innymi. Nie tymi samymi ludźmi, którzy opiekowali się nimi podczas randki 24 godzin – tu chodziło o sprawieniem żeby poczuli, że jeśli mama i tata znikają na jakiś czas, to zawsze wracają. Dla 5-latki to było dosyć proste, ale dla 3-latka trochę mniej, zaś 1,5 roczniak wówczas przechodził to zadziwiająco łatwo. Sygnały, które dostawaliśmy od nich po powrocie i od opiekunów sprawiały, że mieliśmy poczucie, że tym naszym marzeniem nie tylko nikogo nie skrzywdzimy, ale także, że zapewnimy im dobre, ciekawe wspomnienia. Wychodząc od czasu do czasu dawaliśmy im także sygnał, że mama i tata to mąż i żona. A mąż i żona lubią spędzać razem czas, sami, że tak się robi, że to normalne, że o związek trzeba dbać, że chcemy pobyć ze sobą gdzieś indziej, ale jednocześnie że oni mają oprócz nas innych ludzi, z którymi mogą pobyć. O tym, że wyjeżdżamy na ponad 24 godziny i nie będziemy w nocy spać z nimi w domu, powiedzieliśmy im jakiś niecały tydzień przed. Jeszcze trzy dni przed wyjazdem robiliśmy przyjecie urodzinowe najmłodszego, więc mieli okazję widzieć się z osobami, które się nimi opiekowały. Mówiliśmy im, gdzie jedziemy, kiedy wrócimy, kto z nimi zostaje, że jeśli będą chcieli z nami porozmawiać, to mogą poprosić, żeby zadzwonili. (A kiedy zadzwoniliśmy, żadne dziecko nie chciało z nami rozmawiać ;)).

7. Spakować się

Na naszą randkę 24h spakowaliśmy bardzo mało rzeczy. Nadzwyczaj mało, ponieważ jechaliśmy… sami 🙂 Dwa małe plecaki wyglądały śmiesznie w porównaniu z tym, co zawsze trzeba wziąć, kiedy jedzie się z dziećmi… Chcieliśmy jak najwięcej czasu spędzić razem, a więc najpotrzebniejsze już mieliśmy 😉 Nasze pakowanie było kolejnym elementem przygotowania dzieci – pojawiły się plecaki, pakując je mówiliśmy najstarszej, po co nam one. Dzieci widziały, że to, o czym mówiliśmy, stawało się faktem, a nasza radość z wyjazdu udzielała im się. Nie starałam się ukryć niepokoju, który się we mnie, jako matce, naturalnie rodził – o tym też rozmawialiśmy, ale krótko, kończąc nadzieją, że wszystko będzie dobrze.

8. Wytłumaczyć opiekunom co i jak

O ile kartkę dla opiekunów można sobie odpuścić, tak ten punkt może być albo drugim elementem, albo jedynym momentem na szkolenie bądź przypomnienie, co, gdzie, jak w naszym domu. Nie musieliśmy im mówić wszystkiego, tylko najważniejsze/najpilniejsze rzeczy, a potem daliśmy im kartkę, żeby przeczytali i powiedzieli, czy wszystko rozumieją.  Jechaliśmy pociągiem, więc łatwo nam było obliczyć do tyłu, że chcielibyśmy, żeby byli przynajmniej godzinę wcześniej przed naszym wyjściem i tak się zjawili. Tak, żeby nasze wyjście było spokojnym zniknięciem, a jednocześnie aby było dość czasu, by dobrze i wystarczająco…

9. Pożegnać się z dziećmi

Zdążyliśmy się spokojnie pożegnać  z każdym z dzieci. Z każdym zamienić jeszcze chwilę, powiedzieć, że je kochamy i że jutro wrócimy, że będziemy tęsknić, ale wiemy, że będą się dobrze bawić i takie tam. Kiedy zaczęłam coraz bardziej się denerwować i ściskać dzieci, tak jakbym miała ich więcej nie zobaczyć, wszyscy uznali, że lepiej, żebyśmy już sobie pojechali na tę naszą randkę – i tak zrobiliśmy.  

10. Wyjechać nie martwiąc się niczym

Udało się! Randka 24 h wypaliła. Po miesiącach przygotowań i wątpliwości wyjechaliśmy w taką jakby drugą podróż poślubną, bo zrobiliśmy to dzień przed rocznicą. Dopóki nie wysiedliśmy w Toruniu, nie mogłam uwierzyć, że moje marzenie sprzed roku się spełniło. Nie, nie, nie się spełniło – to JA, a właściwie MY je spełniliśmy. Z większą i mniejszą pomocą innych, ale w dużej mierze to moja zasługa 😉

Dlaczego?

Dlatego, że lubimy być razem, dlatego, że spędzamy z dziećmi dużo czasu, dlatego, żeby nabrać dystansu, dlatego, że o relację małżeńską trzeba dbać, dlatego, że chcieliśmy, dlatego, że tego potrzebowaliśmy, dlatego, że nie chcieliśmy czekać, aż dzieci dorosną, dlatego, że chcieliśmy pokazać dzieciom, jak można okazywać sobie miłość…

Nie ma jednego powodu, każdy jest tak samo ważny.

Wszystko sprowadza się do miłości, która nie wyklucza rozstań, a nawet rozstania mogą ją bardziej docenić.   

Co nam to dało?

Jeden dzień spokoju. Tęsknotę. Dostrzeżenie siebie wzajemnie. Zmianę perspektywy. Dostrzeżenie, co trzeba zmienić. Nieśpieszne rozmowy. Wieczorny spacer. Błogie milczenie. Nieprzerwany sen. Plany na przyszłość. Randkę 24h 😉

Kiedy następny raz?

Na pewno za rok. Na razie baterie naładowane. Za parę miesięcy będziemy się zastanawiać. Kolejny raz będzie myślę, że łatwiejszy – po pierwsze: przez doświadczenie, po drugie: dzieci będą starsze.

Pomiędzy

Tak, dzwoniliśmy i pisaliśmy do opiekunów. Ale byłam zaskoczona, że oni w zasadzie nie potrzebowali nas, a my tak spokojnie byliśmy z dala od dzieci.


Mam nadzieję że pomogłam lub chociaż zainspirowałam. To wcale nie jest takie trudne, nierealne. Powodzenia!

Jeśli wiesz, że komuś mogłoby się to przydać – proszę Cię, podeślij mu linka. Niech będzie więcej szczęśliwych ludzi. Niech więcej par zrobi sobie cudowny prezent Randki 24 h. Bo czas jest najcenniejszym darem miłości.