1. …ten ma dużo czasu rano

Niby oczywiste, jednak żeby tak było naprawdę, można sobie pomóc. Wstaję codziennie lub prawie codziennie około 5 rano. Przeważnie reszta domowników wtedy śpi, a jeśli nie, to staram się zachowywać na tyle cicho, żeby nie wiedzieli, że ja już wstałam. Przeważnie się udaje – czasem jednak najmłodsze, dwuletnie dziecko, ćwicząc mnie w elastyczności, radośnie oznajmia, że ono też już wstało. Staram się zachowywać cicho, ale jeśli mnie usłyszy, to wtedy staramy się, żebyśmy oboje byli na tyle cicho, żeby inni mogli spać. To początkowo wkurzające, ale można się do tego przyzwyczaić, a przede wszystkim przygotować. Aby dobrze ten ranny czas wykorzystać, warto zrobić parę rzeczy wcześniej. Jeśli wstaniemy o 5:00, a reszta wstaje o 6:00 lub 6:30, czasem 7:00 – to mamy przynajmniej godzinę. Dla jednych to niewiele i w sumie nie opłaca się wstawać wcześniej, dla innych ta godzina rano to bardzo ważny lub jedyny czas sam na sam. Dla mnie to jedna z tych rzeczy, które ratują mnie przed psychiatrykiem, a dzieci przed domem opieki.

Warto przed tym porankiem już wieczorem wiedzieć, co się chce zrobić – czyli mieć jakiś plan i cel. Może być każdego dnia co innego, podyktowane obowiązkami i tym, co się dzieje w Twoim życiu, a można mieć codzienną rutynę – o tym jeszcze będzie za chwilę. Chodzi mi o to, że żeby mieć naprawdę dużo czasu i nie zastanawiać się dopiero po wstaniu „to co ja bym mógł teraz zrobić?” i nie spędzić poranka na myśleniu, co jest ważne, co pilne, co trzeba, a co musimy zrobić. Oprócz tego, żeby jak najmniej hałasować – przygotować sobie wieczorem szklankę wody, jakiś owoc, witaminy lub leki, jeśli łykamy, ubrania, które chcemy założyć, matę, jeśli chcemy poćwiczyć, kartki, komputer, książki, materiały potrzebne do tego, co chcemy zrobić. Nie ma nic gorszego, niż wstać wcześnie rano, ale nie móc zrobić rzeczy, które się zaplanowało, bo książka jest w pokoju dziecięcym lub nie wiadomo gdzie, na stole jest bałagan, a rzeczy, których potrzebujesz, musisz wyjąć z szeleszczących opakowań. To jest bardziej wkurzające niż obudzone dziecko. Na obudzone dziecko także mam kilka patentów: ulubione zabawy i zabawki – przeważnie zaczynamy od Lego, najpierw przez 5 minut bawimy się razem, budując, potem zostawiam (działa przynajmniej na jakiś czas), książeczki, piórka, modelina, kartki i pisaki… Wszystko po jakimś czasie się nudzi – jak to u dwulatka. Jeśli bardzo mi zależy i dobrze mi idzie, to puszczam bajkę, ale nie zaczynam od niej.

Czasem jednak jest ten idealny dzień: wszyscy śpią, internet śmiga i godzina upływa na prawdziwym flow, a to dzięki temu, że wiedziałam, za co się zabrać. Co robię takim wczesnym rankiem? Po codziennej, porannej rutynie (o której za chwilę) odpalam komputer i siadam do niego, bo to rzecz, której nie chcę i nie bardzo jest możliwe, aby zrobić przy dzieciach. Na przykład dzisiaj rano piszę wpis o wstawaniu rano 😉

2. …chodzi spać przed 23:00

No, coś za coś. Bardzo trudne, a wręcz niemożliwe jest, aby być jednocześnie sową, siedzącą do drugiej w nocy i być wypoczętym skowronkiem, wstającym o 5 rano. Może i da się, ale nie zamierzam sprawdzać, bo to powolna, a może nawet nie taka powolna śmierć dla organizmu. Ludzkie ciało potrzebuje odpoczynku. Zdania motywacyjnych guru typu „sen jest dla słabych, dalej, naprzód, dasz radę, nie musisz spać…” można włożyć między bajki, albo nawet kiepskie żarty. Aby móc zrobić coś produktywnego rano, trzeba być wyspanym (lub względnie wyspanym, będąc matką). Na temat ile kto potrzebuje snu się wypowiadać nie będę, ale dla mnie minimum jest te 6 godzin – więc aby być trzeźwym o 5 rano muszę się położyć przynajmniej przed 23, najczęściej jest to jednak 22:00. Aby się udało godzinę przed… ale to już opowiem w rutynie. 

3. …ma rutynę poranną i wieczorną

Nareszcie doszliśmy do punktu, który – według mnie – jest decydujący, aby wydarzanie pt. regularne wstawanie o stałej, wczesnej godzinie, wydarzało się w wiele dni w tygodniu, a nawet było zarazem przyjemne. Żeby rano wstać, trzeba wieczorem iść spać. Żeby rano nie obudzić całego domu, dobrze mieć wieczorną i poranna rutynę, dzięki której wieczorem położymy się o odpowiedniej porze do łóżka, mimo że nie zawsze jesteśmy zmęczeni – a rano zaczniemy działać, mimo że nie zawsze będziemy obudzeni. Co to jest ta poranna czy wieczorna rutyna? To zestaw czynności, które robimy, najlepiej w niezmiennej kolejności, najlepiej o tej samej porze. Taka moja definicja. Wielu ludzi ma rutynę, niektórzy świadomie, niektórzy nieświadomie. Niektórzy mają ją przez jakiś czas lub w określone dni tygodnia. Jak już wiemy, że dobrze ją mieć – warto ją sobie ułożyć. Ja mam, ale czasem eksperymentuję, zmieniam coś. Kiedyś miałam taką intuicyjną, jak wielu z nas: mycie zębów, kąpiel… Kiedy zaczęłam bardziej interesować się tematem nawyków i rytuałów, zaczęłam się przyglądać swojej rutynie i wypisałam, co do niej należy teraz, a co chciałabym, aby należało. Potem tylko trzeba ułożyć czynności w odpowiedniej kolejności. Te poniżej nie są poukładane w kolejności, którą zalecam – są tylko czynnościami, które można włożyć do wieczornej lub porannej rutyny. Nie radzę próbować wszystkiego. Dobra rutyna to taka trwająca do godziny. Kiedy będzie zaplanowana na dłużej, może być ograniczająca do zrobienia czegoś innego rano lub wieczorem. Zbyt wymagająca i za długa lista czynności będzie nam przeszkadzać i męczyć, a nie pomagać i wspierać.

Zatem przykładowo wieczorna rutyna może zawierać czynności takie, jak:

  • Mycie zębów po ostatnim posiłku
  • Wypicie szklanki wody
  • Poczytanie (określam czas)
  • Ćwiczenia  (określam czas)
  • Kąpiel i/lub inne czynności pielęgnacyjne
  • Przygotowanie/skontrolowanie planu dnia następnego 
  • Joga lub rozciąganie
  • Modlitwa
  • Przygotowanie brania, rzeczy i wody na jutro
  • Zasłonięcie rolety, przygaszenie świateł
  • Pościelenie łóżka
  • Szczotkowanie włosów
  • Dziennik wdzięczności
  • Pozytywne afirmacje
  • Zostawienie telefonu na stole, z dala od łóżka

W wieczornej rutynie chodzi o to, by poprzez wyciszające działania nastawić swój organizm na sen. Poprzez mniejszą ilość światła doprowadzić do wydzielania melatoniny, która pozwala na zaśnięcie. Poprzez różne czynności przygotowujące nas do jutra, mamy uspokoić nasz umysł, a poprzez różne czynności pielęgnacyjne nastroić ciało i zbliżyć nas do łóżka. Po paru dniach wieczornej rutyny organizm, jak pies Pawłowa, już przy pierwszej/drugiej czynności zacznie się relaksować, czuć, że zbliża się tam, gdzie ma ochotę znaleźć się od połowy ciężkiego dnia.

Przykłady czynności zawierających się w porannej rutynie to:

  • Zgaszenie budzika
  • Odsłonięcie rolety
  • Wypicie wody
  • Ćwiczenia
  • Prysznic i toaleta poranna
  • Leki
  • Dziennik wdzięczności
  • Modlitwa
  • Pozytywne afirmacje
  • Czytanie
  • Kawa
  • Owoce
  • Ubranie się
  • Włączenie telefonu

W porannej rutynie chodzi o to, by powoli budzić się do życia. Poprzez zwiększenie ilości światła, ćwiczenia, pielęgnację obudzić ciało, a poprzez modlitwę, afirmacje, czytanie – obudzić mózg i pozytywnie rozpocząć dzień. Możemy skrócić ją do absolutnego minimum i po wypiciu wody zasiąść od razu do pracy. Tak też jest OK, jeśli tego właśnie chcemy. Ja często tak robiłam. Póki wszyscy spali, pisałam, a kiedy już jedno czy drugie dziecko wstało, razem z nim ćwiczyłam, myłam zęby, a nawet czytałam mu afirmacje. Ja dzisiaj tak właśnie zrobiłam. Z rutyną można, a nawet trzeba eksperymentować, bo czasem dobrze funkcjonuje przez miesiąc, a potem jakiś element przestaje działać; czasem parę dni tygodnia może mieć jedną rutynę, a parę inną. Czy w takim razie warto w ogóle ją robić? Nie dowiesz się tego, dopóki nie spróbujesz. Ale nasze ciało i mózg lubią powtarzalne rzeczy. Nasz organizm lubi dostawać jedzenie i picie o tej samej porze, lubi regularnie spać, a jeśli jesteśmy uzależnieni to również kofeinę, tytoń, czekoladę lubi dostawać o tej samej porze – warto to wykorzystać i ułatwić sobie życie. Na początku trochę z tym zachodu, ale efekty są warte wysiłku.

Przed wieczorną rutyną i dopiero po porannej rutynie biorę do ręki telefon. Wyłączam się przynajmniej godzinę przed snem i włączam dopiero po godzinie.

Tak – czasem mi się nie udaje, czasem czekam na wiadomość, a czasem po prostu tak się dzieje. Czasem też wyłamuję się z wieczornej rutyny, bo chcemy zobaczyć film lub mamy inne zaplanowane rzeczy. Czasem też nie udaje się wstać o 5. O tym, kiedy nie wstaję, opowiem pod koniec. Niektóre czynności, jak ćwiczenia, modlitwa, dziennik wdzięczności są i w rannej, i w wieczornej rutynie, ale można zrobić to tylko w jednej, a można w obu – to Ty decydujesz.

4. …jest zorganizowany i elastyczny

Jeśli chcemy rano wstać – mimo że wszyscy śpią – to można to uznać za jakiegoś rodzaju organizację. Wczesne wstawanie jest nawykiem, który
wcale nie tak łatwo wykształcić, a nawet kiedy już się nam uda, łatwo go stracić, ulec namowom innych lub swojej leniwej części “ja”, że nie warto. Nawyk potrzebuje przynajmniej 30 dni na ukształtowanie, ale jako że do rutyny wieczornej i porannej można mieć tyle wariantów i jest to kilka czynności, a nie jedna, jest to trudniejsze i czasem może trwać dłużej. W sumie to systematycznie może się coś zmieniać, wiec jak dla mnie – praca nad rutynami trwa cały czas. Często też wpadają różne niespodziewane okoliczności, zaburzające sytuację: choroba dziecka, wieczorne wyjście, wyjazd, goście, remont… Wtedy właśnie możemy poćwiczyć elastyczność, zostawić to, co najbardziej niezbędne z rutyny, a resztę może przenieść na inną porę dnia, a może zrezygnować na jakiś czas lub jeden, dwa dni? Rutyna pomaga nam być zorganizowanym, ale kurczowe trzymanie się w niesprzyjających warunkach jest bez sensu. Kiedy dziecko płacze, możemy poprosić męża, by się nim zajął, ale jeśli nie możemy – warto sprawdzić, o co chodzi 😉 Warto, aby dorośli domownicy i starsze dzieci wiedziały, że teraz już nie chcemy robić tego i tego, że mamy taką rutynę, przygotowującą nas do snu. Warto, aby każdy z małżonków miał swoją własną i nie zakładali czegoś wspólnego, bo kiedy tej drugiej osoby nie ma, to wtedy coś się może posypać. Obie osoby oczywiście o tej samej porze mogą mieć według rutyny to samo, ale nie ma co czekać np. kiedy ta druga osoba zrobi to pierwsza. Rytuały będące formą nawyków to temat rzeka i jeszcze pewnie się pojawią na blogu.

5. …spełnia swoje marzenia 

Kiedy mamy ten czas rano, możemy spełniać marzenia. Górnolotne? Nierealne? Słabe oszukiwanie siebie? To zależy, jak do tego podejdziesz i co o tym poranku będziesz robić. Najpierw możemy te marzenia zacząć w tym rannym czasie planować, a potem spełniać. Tak, wiem, raczej trudno realizować wtedy spacery po Paryżu i wejść na wieżę Eiffla o 6 rano, awykonalne też może być picie prawdziwej włoskiej kawy w Rzymie, ale można robić coś, co nas do tego doprowadzi. Po naszej porannej rutynie możemy zamówić bilety, uczyć się języków z miejsc, które chcemy odwiedzić, czy też po prostu pracować, co pozwoli nam na taki wyjazd. Pragniemy zmienić pracę? Nauczyć się szyć, szydełkować, popracować nad grafiką, pisać blog, zrobić porządek ze zdjęciami, żeby wywołać album…? Czy ranny czas nie jest dobrym momentem? Ty decydujesz. Można też spełnić małe marzenia, jak wypicie w spokoju filiżanki kawy, poczytanie lub pobycie z sobą w ciszy.

6. …ten jest niewyspany

Jeśli kładziemy się czasem wcześnie, a czasem późno, budzimy wielokrotnie, cierpimy na bezsenność, jesteśmy chorzy, pracujemy w trybie zmianowym i dwa razy lub więcej w tygodniu mamy nockę, jemy nieregularnie i poniżej zapotrzebowania kalorycznego… wtedy bardzo możliwe, że zamiast spełniania marzeń, będziemy tylko niewyspani, a w efekcie marudni. Wtedy lepiej po prostu dłużej pospać. Czasem tak właśnie robię – niekiedy tego żałuję, a czasami czuję, że to była najlepsza decyzja tego dnia.

7. …temu Pan Bóg daje

Taka jest prawdziwa końcówka tego powiedzonka, przysłowia. Z powyższych punktów wynika chyba, a w każdym razie mam taką nadzieję, jak to można zrobić. Całkiem się zgadzam z tym dokończeniem, jednak sama znajomość przysłowia nie daje nam nic, poza możliwością pochwalenia się, że potrafimy zapamiętać jedno siedmiowyrazowe zdanie. Trzeba spróbować, trzeba to zrobić, aby się o tym przekonać.

Kiedy nie wstaję?

Sytuacje wymienione powyżej – ale i te, które opiszę za chwilę – powodują, że odpuszczam. Czasem jest tak, że układają się w niezabawny ciąg i w tygodniu lub nawet miesiącu jest wiele dni, kiedy nie wstaję wcześnie. Bywa. Staram się na to nie złościć, tylko próbować następnego dnia. Niektóre są całkiem oczywiste i nie warto się nad nimi zastanawiać, ale inne mogą być wymówką. Do Ciebie należy ocena. Podam na przykładzie:

Sama choroba dziecka nie jest dla mnie powodem do nie wstania – chyba, że to znacząco wpływa na mój sen. Jeśli budzę się więcej niż trzy razy lub kiedy nie śpię w nocy więcej niż godzinę, to przesuwam poranne wstanie na 6. Tak samo kiedy przez wyjście, randkę, film, gości i inne takie położyłam się po północy. Nie przesuwam jednak wstawania na 9 rano, a na 6:00-6:30, maksymalnie 07:00. W swojej własnej chorobie nie włączam w ogóle budzika – czekam, aż ktoś mnie obudzi, kiedy będę na tyle potrzebna. Z innych powodów – kiedy mam silny PMS. Czasem są jeszcze inne sporadyczne powody, których już nie pamiętam. Nie wstaję za wszelką cenę. Wcześnie rano lubię wstawać od dawna, od jakiegoś czasu zaczyna to mieć regularność i ramy, ale były etapy w moim życiu, kiedy rezygnowałam z rannej ciszy na rzecz dłuższego snu. Nie wstawałam kiedy, byłam w początkowym etapie i w zaawansowanej ciąży, nie wstawałam w połogu. Ale już wakacje na przykład nie są dla mnie wymówką. Wstaję, żeby pobiegać czy pomyśleć, poczytać.

Pewnie nie wyczerpałam tematu rannego wstawania, bo można by o tym książkę napisać – dwie nawet czytałam: „Fenomen poranka” i „Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem„. Obie gorąco polecam. Obie są amerykańskie, więc są napisane w pewien specyficzny sposób, jednak można z nich dużo wyciągnąć. Z chęcią podyskutuję w komentarzach na temat porannego wstawania, a jeśli wiesz, że ten artykuł mógłby się komuś przydać – proszę, podziel się z nim.

Wielu spełnionych marzeń i… do następnego artykułu! 🙂

Zdjęcia we wpisie pochodzą z Pixabay, ich autorami są LUM3Nt, Free-Photos oraz Engin Akyurt.