Niech mnie kule… piorą ;)

Tak, dziś będzie o praniu – czyli o tym, co żony i matki lubią najbardziej 😉

Choć ja – szczerze powiedziawszy – zaliczam pranie do chyba jednego z najmilszych obowiązków domowych, najmniej kłopotliwych i pochłaniających mało czasu. No bo co – wrzucasz, nastawiasz, a to się samo pierze, za 1-3h otwierasz, wyciągasz i wieszasz. Jak sobie pomyśle, jak kiedyś wyglądało pranie: te całe namaczanie, mydlenie, tarcie, płukanie… to aż ciarki przechodzą na myśl o czasie, który zajęty był na tę, bądź co badź konieczną, ale bardzo czasochłonną pracę. Ale do rzeczy. Od pół roku pierzemy w kulach piorących (nie, nie jest to wpis sponsorowany, nikt nam za to nie zapłacił, kto będzie zainteresowany sam poszuka sobie w internetach, gdzie i po ile można kupić, albo prywatnie mogę polecić). Chodzi o samą idee prania w kulach. A co to? Wygląda sobie tak 🙂

11787433_899304036802593_972685194_n

Tak, przypomina trochę latające statki UFO, ale jest niegroźne i przede wszystkim MAŁE, EKONOMICZNE, EKOLOGICZNE i stosunkowo TANIE, jeśli chodzi o długotrwałość użycia.

Małe

Obecnie, tym bardziej mając małe dziecko, jest to naprawdę duża zaleta, mieszkając w bloku i mając małe mieszkanie. Naprawdę zauważyłam to, gdy pozbyłam się 4- i 5-litrowych butli z szafki w łazience. Używałam płynów, nie proszków, w bardziej lub mniej wymiarowych dużych butlach, aby nie kupować co miesiąc po litrze. Płyn do kolorów, czarnego, białego, płyn do płukania, od niedawna płyn do ubranek dziecięcych (które również ma wersję koloru i białego) + do płukania dziecięcych ubranek. No zwariować można, ile to już mamy tych butli? 7 – a kiedy jeden się kończy, trzeba kupić kolejny. A kiedy kończą się dwa jednocześnie?

11778156_899304213469242_1946590559_n

Przechodząc na kulę w końcu mam jedną rzecz, a nie piętnaście. Tak – dalej dziele pranie na kolory, ale nie zastanawiam się, który płyn muszę wlać, a także nie muszę oddzielać ubranek dziecięcych od swoich. Kule mieszczą się w kwadratowym pudełku 10×10 cm na szafce i zajmują mniej niż litrowy płyn do płukania.

Obecnie są wakacje, prawie każdy wyjeżdża na mniejszy lub większy urlop. Wiadomo, że robienie prania nie należy do typowych zajęć w kategorii odpoczynku, ale każdemu może się zdarzyć coś poplamić, zaś mając dzieci prawdopodobieństwo gwałtownie wzrasta 😉 ja nie zastanawiam się, czy będę potrzebowała i jeśli tak, jakiego płynu, gdzie to przelać i takie tam – po prostu wsadzam do woreczka jedną kulę, wrzucam do kosmetyczki i tyle. Dla mnie to naprawdę duży argument 😉

11816016_899298193469844_1934800083_n

Ekonomiczne

Kupuje się je raz w roku i jest to wydatek ponad 100 zł (ot, taki prezent na nowy rok ;)). W kulach, które są wykonane z plastiku, znajdują się otworki, a w środku takie granulki wielkości groszku, które wypłukują, się uwalniając piorący materiał, który starcza mniej więcej na pół roku (zależy od częstotliwości prania, ilości prania w pralce i mocnego zabrudzenia rzeczy). W opakowaniu jest też dodatkowy wkład na zmianę. My pierzemy… hmm… według mnie umiarkowanie często (nie wyobrażam sobie tygodnia bez prania, ale jednocześnie czasem i nasza suszarka jest chowana do szafy ;)), na poważnie 2-4 razy w tygodniu. Nie muszę też więc szukać promocji, taszczyć kilogramów co miesiąc i ogólnie przejmować się kwestią chemii w zakupach.

Ekologiczne

Materiał będący w środku jest bezwonny i przyjazny dla środowiska, nie niszczy tkanin. Ubrania pachną po prostu czystością, można dodać olejki eteryczne, nadając im takie zapachy jak lawenda, pomarańcza, zielone jabłuszko :). Nie pachną tak intensywnie, jak po praniu z dodatkiem płynu do płukania, ale też leje się go dużo mniej (10-15 kropelek), buteleczka olejku mieści się w dłoni, a naturalne olejki eteryczne mają wielorakie zastosowanie, więc i tak warto je mieć 🙂

11815830_899298120136518_2032159586_n

Relatywnie tanie

Jak mówiłam, kupuje się raz w roku i kosztują więcej niż jednorazowy zakup średniej jakości płynu, bo kule to wydatek ok. 100 zł. Hmm.. trochę boli, jak za paczuszkę ważącą oko 200 gramów, prawda? Jednorazowy duży wydatek zwraca mi się w ciągu roku, ponieważ jedna butla 4- lub 5-litrowa średniej jakości płynu kosztuje około 30-40zł (razy 3: biały czarne, kolorowe), dziecięce są mniejsze, ale i droższe, i tak za litr płaci się około 20 zł (razy trzy: biały, kolor i do płukania), a i jeszcze zapomniałam – płyn do płukania normalny, który też jest wydatkiem około 10-20 zł za 2 litry. To chwila, chwila… ile mamy razem? Uśredniając, jakieś 180 zł. Tak, wszystkich naraz się nie kupuje, różnie się zużywają, starczają też na pewien okres czasu – czasem 2 miesiące, czasem więcej.

11815911_899307480135582_480576380_n

Wątpliwości

Zawsze budzą się wątpliwości. Każda zmiana jest w pewien sposób niewiadomą, a niewiadome to jest to, czego ludzie bardzo się boją. Zmiana przyzwyczajenia wymaga zaangażowania, przemyślenia, wyłącza ten automat, z którego tak wygodnie się korzysta. Ale gdyby ludzie ciągle bali się zmian, dalej siedziałybyśmy nad rzeką z tarą, energicznie szorując aż miło, wyrabiając mięśnie rąk. Czy kula dopierze? Moje dopierają, aczkolwiek nie mam zwyczaju tarzać się w trawie, czekoladę lubię, ale nie wycieram jej resztek w to, co mam na sobie, jem kolorowe owoce, ale nie staram się, żeby jak najwięcej soku kapało na ubranie. Przy Zosi również raczej stosujemy śliniak, ale i tu czasami się nie dopilnuje, czasem coś się zabrudzi bardziej lub mniej. Nieraz plama schodzi, innym razem pozostawia ślad, który z kolei staram się sprać mydełkiem galasowym. Nie chcę nikogo przekonywać, każdy(a) samodzielnie musi podjąć decyzję. Chciałam tylko pokazać alternatywę do tradycyjnego (czyżby tradycją można nazwać jakieś ostatnie 50 lat?) prania. Wasze pranie, wasze pieniądze, wasze miejsce, Wasza (i nasza) planeta, wasz wybór 🙂

Przyjemnego prania! 🙂